Autor Wątek: Z dziejów nożownictwa i nie tylko (różności)  (Przeczytany 11619 razy)

0 użytkowników i 1 Gość przegląda ten wątek.

Offline Ypoznan

  • Niemłody, niewykształcony, z wielkiego miasta
  • Redaktor
  • Opinii: (49)
  • *
  • Wiadomości: 10771
  • Płeć: Mężczyzna
  • WKMN, PSTNiBB
    • Navaja.pl
Z dziejów nożownictwa i nie tylko (różności)
« dnia: 09-12-2007, 08:49:31 »
Wklejam różności, które wyszukał mój fantastyczny i nieoceniony kumpel (oby jego słoń kąpał się w mleku), nie tylko dotyczące nazwy   :D
Zamieszczę tu także jego wcześniejsze odpowiedzi, stricte dotyczące nazwy.
Czasami tylko fragmenty dotyczą nożownictwa, ale całość warta jest przeczytania (zwłaszcza w kontekście cechów, stowarzyszeń itp.)


"Witam serdecznie,

no i wiemy już, jak to wyglądało w rzeczywistości. Nie fraternitas tylko contubernia. Oprócz artykułów mówiących jednoznacznie o tej nazwie jako nazwie cechu w Polsce, przesyłam Ci jeszcze kilka ciekawostek, związanych z tamtymi czasami, o których wiemy tak mało ale i tak nieskończenie więcej niż przeciętny Polak –„prowdziwek”.

Osobiście jestem zachwycony Glogerem, gdyż jest to dla mnie powrót do tej lektury po czterdziestu latach."

Nazwa contubernia dotyczy rzecz jasna cechu, którym nie jesteśmy. Jednak ponieważ prosiłem kumpla także o przetłumaczenie nazwy Cech Nożowników, przytoczył też tę nazwę :)



Cechy i Kongregacje

Obok całej, dość skomplikowanej w szczegółach machiny zarządu miasta, duży wpływ na bieg wydarzeń w mieście miały cechy i kongregacje, organizacje spełniające funkcje samorządu poszczególnych grup zawodowych. Ich rola i znaczenie daleko przerastały wszystkie nasze dzisiejsze wyobrażenia. Przynależność do cechu była obowiązkowa dla wszystkich chcących legalnie uprawiać wyuczone rzemiosło.

Obowiązkowy też był udział we wszystkich organizowanych przez cech spotkaniach, nabożeństwach, czy pogrzebach. Statut cechu stolarzy z 1490 r. określał wyraźnie: „Kto by nie przyszedł ku pogrzebu ten przepadnie grosz winy”. Dodajmy, że za dwa grosze można było wówczas kupić porządne skórzane ciżmy. Także grosz kary kosztowało nie przyjście na mszę cechową, a spóźnienie, byle przed odczytaniem Ewangelii, kosztowało pół grosza. Członkowie cechu swoją organizację nazywali „wspólnotą”, a siebie wzajemnie braćmi. Każdy z nich był wyczulony na krzywdę drugiego lub na krzywdę, którą ten wyrządzał bliźniemu. Brat cechowy, nie mógł „nieobyczajnie się prowadzić” lub „żonę swą haniebnie bić”, gdyż za to groziły surowe kary, skrupulatnie egzekwowane. Generalnie trzeba zauważyć, że ochrona rodziny leżała u podstaw każdego statutu cechowego. Członkiem cechu mógł być jedynie ten, kto „ślubną żonę ma”. Najbardziej jednak szczegółowo określano prawa produkcyjne każdego cechu. Żeby rzecz zrozumieć, trzeba zarysować szerszą perspektywę. Pod koniec XVI w. gdy liczba cechów osiągnęła w zasadzie swój szczyt, działało w Krakowie ok. 40 takich zawodowych wspólnot, które reprezentowały ok. 50 specjalizacji zawodowych (niektóre cechy skupiały w swoich szeregach kilka specjalności, jak np. bednarze i cieśle).

Aby zapewnić wszystkim bezpieczny byt, reglamentowano ściśle prawo każdego cechu do wykonywania swego rzemiosła. Mimo niezwykle ścisłych i śmiesznych z dzisiejszej perspektywy zapisów, nie zawsze można było osiągnąć porozumienie. Weźmy pierwszy z brzegu przykład. Pojezdnicy – wiadomo – robią bryczki, kołodzieje, także wiadomo, robią koła. Tymczasem pojezdnikom zachciało się, co wyda nam się logiczne, robić pojazdy z kołami. Kołodzieje natychmiast podnieśli szalony rwetes i powołując się na swoje prawa zatwierdzone przez radę miasta, domagają się ukrócenia przestępczego (!) procederu pojezdników. Z takimi problemami władze miasta nie zawsze sobie radziły. Wielokrotnie cechy brały sprawiedliwość w swoje ręce i...dochodziło w mieście do formalnych bitew z rannymi, ba! zabitymi po obu stronach. Spór pomiędzy pojezdnikami a kołodziejami, który pięknie ilustruje jedna z miniatur „Kodeksu Behema” (1505 r.), nie był odosobniony. Nożownicy skarżyli się na mieczników, którzy wykonywali miecze ...za krótkie. Szklarze na stolarzy, którzy robiąc okna od razu je szklili, itp.
W obrębie samego cechu istniało duże rozdrobnienie społeczne. Najmłodsi członkowie, tzw. uczniowie, nie posiadali w zasadzie żadnych praw. Po kilku, czasem kilkunastu latach terminowania, uczeń mógł zostać czeladnikiem, ale dopiero egzamin mistrzowski dawał mu prawo samodzielnego wytwarzania określonych przedmiotów i pełne prawa cechowe jako mistrzowi.

Dla szprechających (może się ktoś podejmie i przetłumaczy?)

Die Messerschmiede
Messer- und Klingenschmiede, seit dem Mittelalter Messerer und Klinger genannt, entwickelten sich aus dem Eisenschmiedehandwerk und spezialisierten sich auf die Fertigung von Trutzwaffen und aller Arten von Messern, wobei die Messerer vorzugsweise Dolche, Haumesser (Sachse), Waidmesser, Degen und andere einschneidigen Klingen mit Rücken schmiedeten, die Klingenschmiede hingegen die zweischneidigen Schwertklingen. Unter dem Begriff »Messer« war in früherer Zeit mehr eine einschneidige Hieb- und Stichwaffe gemeint als ein Messer in herkömmlichem Sinn.
Im Mittelalter war der Aberglaube allgemein verbreitet, dass der Klingenschmied einen Zauber in das Schwert schmieden konnte und deshalb musste der Geselle, der Meister werden wollte, einen besonderen Eid leisten, keine Hexerei zu treiben. Um die Gefahr des bösen Zaubers zu bannen, ließ der gläubige Ritter seine Klinge erst noch durch den Priester weihen.
Zur Herstellung der Schwert- und Säbelklingen wurde im Mittelalter und später eine aus dem Orient stammende komplizierte Technik angewandt, die Gärbung oder Damaszierung hieß. In den Zentren der Klingenschmiede wie Solingen, Nürnberg, Regensburg und Steyr entwickelte sich ein eigener Berufsstand, der des Härters, der sich ausschließlich auf diese Arbeit konzentrierte, während anderswo der Schmied seine Klinge selbst härtete.
Die Kunst der Klingenschmiede, Härter und Schleifer stand in hohem Ansehen und bestimmte Technologien, wie beispielsweise das Härten, wurden als strenges Geheimnis der jeweiligen Bruderschaft gehütet. Deshalb mussten die Zunftgenossen den Verbleibungseid leisten, der ihnen verbot, das Land zu verlassen und gebot keinem anderen die Kunst anzuvertrauen als ihren eigenen Söhnen oder nächsten Verwandten, falls keine Söhne das Gewerbe fortsetzen konnten.
Die Herkunft der bis heute erhaltenen Messer und Schwerter lässt sich in vielen Fällen deshalb noch ermitteln, weil in alle Klingen das Beschauzeichen und außerdem das Meisterzeichen eingeschlagen worden sind. Die Fälschung von Zeichen führte immer wieder zu Streitigkeiten auf den Märkten.

Cechy.

Ponieważ w dawnych wiekach, kiedy umiejętność czytania należała do rzeczy niepoślednich, każde rzemiosło musiało mieć swój znak do wywieszania przed mieszkaniem rzemieślnika, a znaki wogóle nazywano w Polsce, od niemieckiego wyrazu Zeichen – cechami, więc też i każde stowarzyszenie rękodzielników, zajmujących się tym samym procederem w danej miejscowości, połączonych razem w rodzaj bractwa, zwało się również cechem. Początek stowarzyszeń profesjonistów w południowej Europie ginie w mroku przeszłości. Podług Gaja, już w drugim wieku po Chrystusie istniały w Rzymie stowarzyszenia piekarzy, przewoźników na Tybrze, dzierżawców podatków, górników kopiących srebro, sól i t. p. W wiekach średnich cała społeczność miast większych składała się z samych stowarzyszeń cechowych. Źródłem tego była konieczność zdobywania sobie wspólną siłą praw ludzkich, politycznych, przywilejów ekonomicznych i bezpieczeństwa podczas wojny i zaburzeń. Miasta, opasując się murami, wyznaczały oddzielne baszty i bramy do obrony cechom rozmaitym. W Polsce, gdy rozdrobnieni książęta piastowscy za doby podziałowej zaczęli w wieku XIII, dla podniesienia dochodu ze swoich miast, sprowadzać gromadnie rzemieślników niemieckich, powstały pierwsze bractwa i ustawy cechowe ze zwyczajów i praktyk, które kupcy i rękodzielnicy niemieccy do nas z sobą przynosili. Bractwa kupieckie (fraternitates) i cechy rzemieślnicze (contubernia) były w Polsce od XIII w., za małoletności Bolesława Wstydliwego i rządów namiestniczych Henryka Brodatego. W wieku XIV widzimy już cechy rzemieślników u nas w całej sile. Gdy król Ludwik węgierski wjeżdżał do Krakowa, wyszli naprzeciw niemu na Lasocką górę: urząd miejski z czerwonemi chorągwiami, oddający mu klucze miasta, następnie cechy rzemieślników krakowskich z chorągwiami cechowemi, na których były okazałe ich godła. Wogóle cechy przyjęły za swe godła chorągwie z obrazami swoich patronów i wyobrażeniem głównych narzędzi swego rzemiosła. We wszystkich miastach, które z przywileju panujących książąt otrzymały prawo niemieckie (magdeburskie albo chełmińskie), rozwijały się szybko cechy rzemieślnicze. Nie ulega wątpliwości, że organizacja ta przynosiła z początku bardzo pożyteczne owoce. Te same jednak przyczyny, które wzbudziły niechęć przeciwko cechom na Zachodzie, działały także i w Polsce. Starszyzna rzemieślnicza, za pomocą organizacyi cechowej, monopolizowała zyski na rzecz swoją, wyzyskując nietylko możnych, ale i całą rzeszę swej czeladzi. To też gdy panowie zaczęli domagać się od Władysława Jagiełły zniesienia cechów, statut warteński z r. 1423 zakazał takowych. Jan Olbracht potwierdził to zniesienie w r. 1496. Pomimo to cechy istniały ciągle jak pierwej, bo obyczaj tradycyjny silniejszym był niż powaga prawa w państwie, którego monarchowie nie byli samowładcami. To też Zygmunt I r. 1532 pozwolił na istnienie prawne cechów, pod warunkiem, aby wojewodowie ustanawiali ceny sprawiedliwe na wyroby (Vol. leg., t. I, f. 504). W r. 1538 znów ich zabroniono, a r. 1543 dozwolono, pod warunkiem, aby nie przynosiły uszczerbku wolności ziemskiej. W r. 1552 prawo je uznało, o tyle wszakże tylko, o ile miały znaczenie religijne i kościelne. Pomimo to istniały, rządząc się swymi statutami, które nieraz w drodze prawodawczej były zatwierdzane, jak to widać z konstytucyj w w. XVII i XVIII. Do późnych czasów mieli żeglarze polscy nad każdą niemal rzeką, jak np. nad Sanem w Jarosławiu, osobną „konfraternię wodną”, złożoną z szyprów, retmanów, szkutników, flisów i wielkiej mnogości rybitwów (rybaków). W wieku XVI cechy po wszystkich miastach polskich nadzwyczajnie się rozwinęły, a krakowskie rościły sobie nawet prawo do zwierzchnictwa nad innymi. Każdy cech miał troistą klasę ludzi, t. j. mistrzów czyli braci, czeladź wyzwoloną czyli towarzyszów i, nakoniec, uczniów. Na czele każdego cechu stali zwykle dwaj cechmistrze czyli „panowie starsi”, także przysięgłymi zwani; tym dopomagali stołowi i pisarz. Ten ostatni pospolicie nie był rzemieślnik, lecz zwykle uczeń z wyższej szkoły, od cechu płatny. Starsi sądzili sprawy cechowe, zatargi między czeladnikami i braćmi (mistrzami), skargi o złą robotę i t. d. Stronom spornym, które musiały stawać osobiście, nie wolno było mieć czapek na głowach i pięściami w stół uderzać. Winnych skazywano na kary, płacone woskiem do kościołów, na wieżę lub grzywny, wreszcie na grosze do puszki brackiej. Przy obradach cechowych nikt obcy znajdować się nie mógł, więc piwo nalewali starszym bracia młodsi, czyli później do cechu przyjęci, a stąd było i przysłowie: „młodsi w cechu posługują” lub: „najmłodszy w cechu świeczki gasi”, „najmłodszy w cechu drzwi pilnuje”. Rej pisze w „Zwierzyńcu”: „W jakim cechu siędziesz, takim sam będziesz”. Do obowiązków cechowych należało odnoszenie do grobu zmarłych braci, opiekowanie się ich wdowami i sierotami, grzebanie ubogich braci kosztem cechu, czuwanie nad obyczajami uczniów. Rzemieślnicy jednego cechu starali się zwykle mieszkać w jednej ulicy, stąd powstały takie nazwy ulic, jak rymarska, stolarska, szewcka, garbarska, bednarska i t. d. Niekiedy dzielił się cech na polski i niemiecki, a w Poznaniu, do którego przychodziły futra z Rusi i Litwy, byli kuśnierze: koronni i litewscy. Czeladnicy wyzwoleni zgromadzali się co tydzień w gospodzie swego cechu, w której czuwał wówczas „ojciec gospodni”. U niektórych cechów towarzysz, zostający mistrzem, musiał do arsenału brackiego podarować muszkiet. Gdy bowiem większe miasta opasane były murami, mieszczanie i cechy miały podzielony między siebie obowiązek obrony murów i baszt poszczególnych, w których swoje cechowe arsenały utrzymywały własnym kosztem i które własnemi piersiami zasłaniały podczas szturmów. Gdy szlachcic stawał do boju w otwartem polu, to mieszczanin i rzemieślnik na murze, u strzelnicy. Stąd ćwiczenie się w strzelaniu do kurka i bractwa kurkowe miały takie w całej Europie znaczenie. Cechy miały organizację, przez magistraty uchwaloną, a prawa swoje zwały, jak wszystkie miejskie uchwały, wilkierzami Kto sprawiedliwości nie znalazł w cechu, udawał się do magistratu, który sądził rzemieślników bez apelacji. Przyznać jednak trzeba, że nie było w Polsce tak głośnych nadużyć cechowych i takich z tego powodu zaburzeń, jak zagranicą. Cechy rzemieślnicze w miastach mazowieckich nabrały najwięcej znamion narodowych. W urządzeniach cechów warszawskich znajdujemy więcej łagodności i ludzkości, niż w zagranicznych. Gdy np. gdzieindziej nie przyjmowano do terminu wątpliwie urodzonych, to w Polsce sieroty i podrzutków kazano uczyć rzemiosł, a za to występek kradzieży nie dozwalał wyzwolenia na czeladnika a tembardziej na majstra. W księstwie Mazowieckiem, mianowicie w Warszawie, najdawniejszy ślad istnienia cechów mamy z r. 1282. Po wcieleniu Mazowsza do Korony, Zygmunt I w r. 1527 prawa cechów warszawskich potwierdził i z pod zwierzchności krakowskich uwolnił. Miasto stara i nowa Warszawa miały oddzielne magistraty i stowarzyszenia cechowe. Cech krawiecki w Warszawie zawiązał się jeszcze za Bolesława mazowieckiego w r. 1315. Cech szewców warszawskich posiadał liczne pamiątki. Książę Bolesław II pozwolił im (r. 1318) sprzedawać obuwie w okręgu 10-cio milowym bez żadnej opłaty. Zabroniono tylko w r. 1571 nosić szewcom nożów i broni przy sobie. Biegłość kuśnierzy warszawskich znaną była już za książąt mazowieckich. Zygmunt August dozwolił im jeździć z Warszawy po wszystkich miastach koronnych, bez żadnej opłaty ceł i mostowego. Cech złotników warszawskich posiadał już w r. 1438 pięknie wyrzeźbioną srebrną pieczęć cechową, którą tu w podobiźnie (tłok i rączkę z wyrytą na niej datą), jako cenną dla dziejów Warszawy pamiątkę ze zbiorów piszącego podajemy. Cech rybacki w Warszawie posiada ustawę swoją, spisaną po polsku w r. 1532. Cech szklarski połączony był z malarskim, bo szklarze niektórzy umieli malować na szkle okien obrazy. Piwowarzy warszawscy, oprócz piwa wareckiego i łowickiego, wszelkie inne przywożone do Warszawy mogli przywożącym zabierać. Zegar na wieży zamkowej zrobił Jan Sulej, zegarmistrz warszawski za króla Władysława IV. Zwolnienia w opłatach cechowych dla niezamożnych ślusarzy dowodzą, że cechy warszawskie nie układały wcale swoich przepisów na wzorach cechów zagranicznych. Podług spisu cechów, dokonanego w r. 1781 przez Komisję porządkową, znajdowało się tychże w Warszawie 33. Połączyli się wtedy stelmachy z kołodziejami, kowale z kotlarzami, złotnicy z zegarmistrzami. Rzemieślnicy warszawscy nie mieli nigdy upodobania do zaburzeń lub zatargów z władzami i magistratem. Tylko na procesjach, w których cechy brały z chorągwiami swemi udział, zachodziły czasem gorszące spory z powodu nieporozumień o starszeństwo, aż się musiał w to wdawać marszałek wielki koronny. Cechy występowały najuroczyściej na procesję Bożego Ciała, odprawiając także swoje pochody na powitanie wojsk lub wjazdy monarchów. W czasie chorób epidemicznych (np. w roku 1737), magistrat wkładał na cechy obowiązek dozorowania nieszczęśliwych. Za Stanisława Poniatowskiego zachęty i nagrody, obstalunki i wzrastający zbytek ośmieliły rzemieślników warszawskich do mierzenia sił swoich z angielskimi i francuskimi, a wspaniałe powozy, piękne zaprzęgi i siodła, gustowne obicia i wyroby jedwabne tutejsze, nie ustępowały zagranicznym i sprzedawane były pod ich nazwą. Zato wskutek szerzącej się zmiany ubioru polskiego podupadły w całej Polsce cechy kuśnierzy, czapników, szmuklerzy, pasamonników, mieczników czyli płatnerzy i krawców polskiego stroju. Znakomity minister spraw wewnętrznych w Królestwie kongresowem, Tadeusz Mostowski, przeprowadził w r. 1817 znaczne ulepszenia i zmiany w urządzeniu cechów i stosunków rzemieślniczych w Królestwie, uzupełnione w r. 1821 przez Komisję spraw wewnętrznych i policji. Cechów liczyła odtąd Warszawa 56, a w ich szeregu, najliczniejszy zawsze i cieszący się powszechnem uznaniem dobroci wyrobu – cech szewcki. Nad każdą niemal rzeką, np. nad Sanem, przetrwały z wieków średnich do późnych czasów bractwa czyli cechy żeglarzy polskich, złożone z szyprów, retmanów, szkutników i flisów. Wiele ciekawych szczegółów o cechach lwowskich podał Wł. Łoziński w dziele „Patrycjat lwowski”, wyd. 2-gie, str. 341 i 374 – 376.

Cyzelowanie.

Po łacinie od słowa caelare zowie się caclator ten, który ryje, wyrzyna i dłubie na kruszcach, a zwłaszcza na złocie i metalu, ozdoby i płaskorzeźby. Stąd cyzelowaniem zowie się obrabianie metali za pomocą ostrych narzędzi (rylców, pilników, dłutek), w celu ostatecznego wykończenia przedmiotów odlanych lub wykutych, wygładzenia ich i nadania wyrazistszych form ozdobom.

Wygląda na to, że kumpel sam przetłumaczył ten niemiecki tekst (wklejony wyżej), ale musi mi to ktoś potwierdzić  :dodge:

Nożownicy

Nożowe i ostrzy kuźnie {kowale}, od średnich wieków Messerer i brzęczący nazwany, rozwijały się z żelaznego kowalstwa i wyspecjalizowały się na produkcję broni zaczepnych i wszystkich sposobów {rodzajów} noży, przy czym Messerer przeważnie Dolche, nóż cięcia (Sas), nóż marzanny, szpadę i inną jednosiecznym ostrzom {dzwonieniom} z grzbietem kuły, kuźnię {kowala} ostrzy przeciwnie dwusieczne głownie miecza. Pod pojęciem »nóż« był we wcześniejszym czasie więcej jednosiecznej ciosu - i białej broni pomyślany jak nóż w przyjętym {tradycyjnym} zmyśle {sensie}.
W średnich wiekach był przesąd powszechnie szeroko rozpowszechniony, że kowal ostrzy czar w miecz kuć mógł i dlatego musiał towarzysz, majster stawać się chciał, szczególną przysięgę wykonują, żadne czary nie pędzić. By wygnać z kraju  niebezpieczeństwo złego czaru, kazał wierzący rycerz jego ostrze dopiero jeszcze przez kapłana poświęcić.
Do wykonania {przywrócenia} mieczowych i głowni szabli był używany w średnich wiekach i później z wschodu pochodząca skomplikowana technika, Gärbung albo dziwer nazywała się. W centrach kuźni {kowala} ostrzy jak Solingen, Norymbergę, Regensburg i Steyr rozwijał się własny zawód, który hartownika, który się wyłącznie na tę pracę skupiał, podczas gdy gdzie indziej kowal jego ostrze sam hartował.
Sztukę kuźni {kowala} ostrzy, hartownik i szlifierz stał w wielkim spojrzeniu i pewne technologie, jak dla przykładu to twardości, były strzeżony  jak surowa tajemnica obecnego braterstwa. Dlatego musieli towarzysze cechowi {członkowie cechu} ten jesteście zostawania wykonują, który im zabraniał, kraj opuszczać i nie nakazywał żadnemu innemu sztuki powierzać jak jej {ich} własnym synom albo najbliższego krewnego {krewnej}, jeśli żadni synowie przemysł {rzemiosło} ciągnąć dalej nie mogli.
Przybycie do dziś otrzymywanych noży i miecze każą się w wielu przypadkach {upadkach} dlatego jeszcze wynajdywać, ponieważ we wszystkie ostrza {dzwonienia} znak oględzin i prócz tego mistrzowski znak wbijany były. Fałszowanie znaku prowadziło ciągle znowu do sporów na rynkach.

Wcześniejsza odpowiedź

Cech/Bractwo Nożowników to Fraternitas Cultellifabrorum (na 95%). Te brakujące 5% musi mi dostarczyć konsultacja z mediewistą, gdyż takie cechy w średniowieczu faktycznie istniały i niewątpliwie miały nazwy własne.

Poświęciłem Twemu pytaniu więcej uwagi i czasu niż żonie (w mijający weekend). Okazało się, po poszukiwaniach w wielu słownikach łacińskich i konsultacjach z zawodowcami jęz. łacińskiego, że tradycyjnie rozumiany nożownik to: cultellarius, cultelliifaber, cultrifex, cultellar, cultellifex, cultrarius i cultrariux. (Celowo pomijam Twoją ciekawostkę - czeski “cultellator” gdyż dosłownie znaczy to „nadający czemuś kształt noża” a przecież chyba nie chodzi Tobie o nadawanie takiego kształtu np. serowi tylżyckiemu).  Inne słowa z tej branży, może Cię interesujące to: ensifex – płatnerz, miecznik; eruginator – miecznik, szlifierz mieczy; gladiarius – wytwórca kling, mieczownik; cultellus – nożyk, culter – nóż, sztylet; culter venatorius – kordelas myśliwski; cultellulus –maleńki nożyk; cultellatus – kształtu noża. Cech z kolei również może mieć kilka znaczeń np. użyte wyżej wyrażenie fraternitas (bractwo, braterstwo), confraternitas (kojarzysz konfratra z literatury staropolskiej?), Collegium, societas – towarzystwo, społeczność, związek, Collegium opificium – grupa rzemieślników (ale nie artystów w swoim fachu, takich co to mieli domy tylko na podgrodziu). Znalazłem też coś takiego jak falcarius – kowal, wytwórca kos; faber ferri – wytwórca narzędzi lub broni z żelaza; armifex – producent broni, wyposażenia wojskowego i wiele jeszcze innych słówek ale to już chyba nieważne bo masz co chciałeś. Fraternitas Cultellifabrorum i już.

Natomiast z bronią białą to są naprawdę duże jaja. Zauważ, że po polsku to jest dziwne określenie – dlaczego właściwie mówi się, że biała??? Anglicy mówią cold steel (ładne,prawda?) lub side-arms, Francuzi podobnie – arme froide (zimna broń), Niemcy inaczej: Hieb- und Stichwaffen (zawsze byli konkretni – tnąca i kłująca broń) ale jak się później okazało w Internecie, rozumują czasem podobnie jak my –Blankwaffen, Hiszpanie i Włosi używają arma blanca i arma bianca czyli identycznie jak Polacy – biała broń. I to napawa mnie nadzieją, gdyż jak zapewne wiesz, większość języków zachodnich powstała z łaciny na zasadzie szerzącego się niechlujstwa w jej używaniu i jest duża szansa, że Rzymianie per analogiam używali określenia arma alba lub coś w tym stylu. Muszę się tylko upewnić, aby nie wpuścić Cię w maliny a nie będzie to łatwe, gdyż nie ma „białej broni” w żadnym słowniku łacińskim ani u mnie w domu ani w Internecie. Możliwe jest przecież, że stosowali określenia bardzo precyzyjne (gdyż jest to taki język) a nie jakieś worki pojęciowe, do których zmieścisz i bagnet i szablę, rapier czy floret ale też rohatynę, miecze, misericordie i inne cholerne wynalazki ludzkości. A z drugiej strony może arma znaczyło właśnie biała broń, bo innej nie znali? Można przypuszczać wiele ale trzeba się upewnić. Jeszcze parę dni i będziemy wiedzieć "

Nie tylko o nożach

ROLA UZBROJENIA W ŚREDNIOWIECZNYM SPOŁECZEŃSTWIE

Wojny, bitwy i pochody zbrojne kształtowały w toku dziejów losy kontynentów, narodów i państw były, i są nadal, zjawiskami ogromnie ważnymi, wpływającymi na bieg historii. Wojna wraz ze wszystkimi towarzyszącymi jej zjawiskami pozostaje w nierozerwalnym związku z całokształtem życia społecznego. Wydarzenia militarne, ich charakter, a niekiedy także i przebieg, łączą a bowiem z etapami rozwoju ekonomicznego, ustrojem, kulturą i tradycjami każdej zaangażowanej w walkach wspólnoty ludzkiej. Wojny były szczególnie ważne w średniowiecznej Europie. Ważne  bez względu na cele z nimi związane. Można nawet stwierdzić, że w militarnych problemach owych lat odbija się całe oblicze epoki. Badania przebiegu wojen, sztuki wojennej, struktury sił zbrojnych oraz innych elementów historii wojskowej nie są dziś możliwe bez zwracania bacznej uwagi na broń i oporządzenie używane w toku militarnych konfrontacji. Wolno zaryzykować pogląd że studia nad uzbrojeniem spełniają w poznawaniu historii europejskiego średniowiecza rolę znaczącą, a w dziedzinie kultury materialnej - szczególnie eksponowaną. Mogą być cennym źródłem informacji oraz inspiracji dla pokrewnych specjalności naukowych wpływając własnymi ustaleniami na dobór i ocenę metod właściwych owym dyscyplinom. Wyniki badań bronioznawczych mogą też służyć kształtowaniu szczegółów problematyki historycznej. Czynią to poprzez ukazanie płaszczyzn wzajemnego przenikania ustaleń ściśle merytorycznych. Spróbujmy wymienić dziedziny życia społeczeństw  średniowiecznych które mogą być wyjaśniane także za pomocą studiów nad historią uzbrojenia, Na początku przypomnijmy, że za sprawami wojennymi łączyła się ówczesna struktura społeczna. Feudałowie uzasadniali swój tytuł do zajmowania uprzywilejowanej pozycji obowiązkiem obrony kraju. Bogatsze i mniej zamożne rycerstwo wywodziło się, na ogół, od profesjonalnych czy półzawodowych drużynników wczesnofeudalnych. Organizacja "drużyna" była  ważnym elementem systemu państwa , a jej rola wykraczała poza militarne obowiązki i potrzeby. Grody stanowiące podstawę obronnego systemu Polski, a później zamki, były nie tylko warowniami, siedzibami garnizonów centrami władzy politycznej, administracyjnej czy sądowej . Stawały się centrami życia gospodarczego , religijnego i kulturalnego. Na potrzeby ich załóg pracowali osiadający w pobliżu rzemieślnicy. Przybywali tam kupcy, a w obrębie obwodu warownego wznoszono najstarsze w naszym kraju świątynie i siedziby władców, zdobne niekiedy dziełami sztuki wysokiej klasy . Wielu rzemieślników przeznaczało swe wyroby właśnie na zaspokojenie zapotrzebowania sił zbrojnych . Wytwórcy starali się nadać broni wysokie walory  Nie żałowano niczego , co mogło zapewnić należytą jakość uzbrojenia . Sporządzano je z najlepszych surowców , stosując przy tym szczytowe osiągnięcia techniki . Pojawienie się nowego lub ulepszonego rodzaju broni powodowało wysiłki wynalezienia możliwie najlepszej przed nią obrony . Przykładem tego zjawiska jest rywalizacja pomiędzy producentami uzbrojenia zaczepnego a wytwórcami broni ochronnej . Nowe wynalazki wpłynęły także na przemiany w strategii i taktyce . Pojawienie się kuszy , halabardy czy piki lub dużej tarczy spowodowało wzrost znaczenia piechoty . Wynalezienie długiej kopii przyśpieszyło powstanie jazdy typu uderzeniowego . Te i inne przemiany uzbrojenia pociągnęły za sobą konieczność zrewidowania struktury średniowiecznych armii , wprowadzenie nowych sposobów walki . Zjawiska owe rzutowały na możliwości prowadzenia wojen , także poprzez oddziaływania na ekonomikę – zmuszając władców do gromadzenia środków na koszta zaciągu oddziałów najemnych wojownikówWśród rzemieślników produkujących broń najistotniejszą rolę odgrywali specjaliści obróbki żelaza . Z tego surowca poddawanego z reguły dodatkowym zabiegom wydobywającym niektóre cechy – np. twardość czy sprężystość , wykonywano większość broni bądź jej zasadniczych części . Znaczny był także udział metalurgii kolorowej , zwłaszcza w zdobieniu oręża a później w produkcji luf broni palnej . Ważna była obróbka drewna – wyrób drzewc włóczni i kopii, łóż kuszy, łęczysk łuków promieni strzał i bełtów, terlic siodeł, szkieletów tarcz etc. Istotną rolę odgrywało skórnictwo w wyrobie tarcz , siodeł i innych elementów rzędu końskiego, kubraków do których nitowano płytki pancerza. Spore znaczenie w wytwórczości zbrojeniowej miały także róg, kość i włókno. Na ornamentowanie oręża nie żałowano ani cennych materiałów, ani trudu artystów i rzemieślników tworzących, niekiedy prawdziwe dzieła sztuki. Na dekoracyjne i estetyczne walory broni zwracano baczną uwagę szczególnie w latach, gdy oręż służył nie tylko do boju, ale był też widomym symbolem społecznej pozycji właściciela . Produkcja uzbrojenia wiąże się także z innymi , na pozór zupełnie odległymi , zjawiskami, takimi jak choćby struktura ekonomiki polskiego państwa wczesnośredniowiecznego . Przykładem może być sieć osad służebnych , w tym również pracujących na potrzeby sił zbrojnych . Dla ich zaspokojenia trudziła się ludność Kobylnik , Szczytnik , Grotnik czy  Kowali   Od XIII w. poczynając zasadnicze znaczenie w produkcji uzbrojenia miało rzemiosło miejskie , z czasem grupujące się w cechach . W XIV w. korporacje te okrzepły , w ich składzie znaleźli się mieczownicy , płatnerze pancernicy , hełmiarze, łucznicy i puszkarze . Na potrzeby wojenne część wyrobów przeznaczali nożownicy , siodlarze , rymarze , wędzidlarz, kowale, ludwisarze i inni . Badania bronioznawcze , zwłaszcza analiza technologii produkcji oręża oraz studia nad znakami , napisami oraz innymi sygnaturami umieszczanymi zwłaszcza na mieczach średniowiecznych , przyniosły sporo informacji o organizacji wytwórczości zbrojeniowej . Okazało się , że kierowały nią skomplikowane, niekiedy , prawa . Gotowa broń zanim dotarła do rąk użytkowników , przechodziła częstokroć przez liczne , wyspecjalizowane pracownie . Warsztaty owe wcale nie musiały znajdować się w tym samym mieście, a nawet kraju .Zjawisko to można zilustrować na przykładzie mieczów. Brzeszczot wykuty przez specjalistę kowala w Pasawie , Augsburgu czy  Solingen , zahartowany przez specjalistę hartownika, oszlifowany przez szlifierza , wypolerowany przez polernika ,mógł być wyeksponowany np. do Skandynawii , na Ruś czy do Polski . Tu , w warsztacie mieczownika montowano miecz , osadzano rękojeść , niekiedy zdobioną zgodnie z lokalną modą . Tak , więc , nierzadko swój ostateczny kształt miecz otrzymywał daleko od produkcji głowni . Oprawiający broń mieczownik kupował u skórnika także pochwę i rapcie . Zdarzało się , gdy odbiorcą był zamożny klient , że zajęcie przy mieczu znajdował złotnik ,dekorujący bądź rękojeść , bądź całą oprawę .Skomplikowane zjawiska rządzące produkcją średniowiecznego uzbrojenia można śledzić analizując znaki - marki wytwórców . Bronioznawcy odkrywają na mieczach kilka niekiedy odmiennych znaków  umieszczanych na tym samym egzemplarzu . Kowal wytwarzający głownię umieszczał swą cechę na trapieniu rękojeści, gdyż miała ona znaczenie jedynie dla kolejnego specjalisty, przeto nie musiała być widoczna. Mieczownik po oprawieniu rękojeści i ostatecznym wyostrzeniu głowni, kładł swą markę na jelcu widocznym dla nabywcy. Znak ten, indywidualny wśród mieczów odkrywanych w Polsce można napotkać różne marki kowalskie i mieczownicze. Wszystko wskazuje, że są wśród ich także cechy pracowni rodzinnych . Niestety, nie udało się ich zidentyfikować. Ścisłe związki produkcji oręża z dziejami i strukturą średniowiecznego rzemiosła skłaniają do zwrócenia uwagi na inne ważne zjawisko , jakim jest dystrybucja broni .Wydaje się , że bronioznawstwo może wieść sporo ustaleń  , zwłaszcza w badaniach handlu dalekosiężnego. Odtworzenie szlaków kupieckich oraz metod i specyfiki ówczesnego handlu orężem ma istotny walor dla pognania ekonomiki europejskiej w średniowieczu.  Bronioznawca znajduje się w dość korzystnym położeniu w porównaniu z badaczami innych dziedzin wytwórczości . Tylko bowiem w nielicznych przypadkach mogą oni, bez przeprowadzenia skomplikowanych analiz , m.in. technologicznych , ustalać ze znacznym prawdopodobieństwem pochodzenie interesujących  ich przedmiotów . Oręż zaś to jeden z nielicznych wytworów rzemiosła opatrywanych znakami pracowni czy ośrodków produkcyjnych . Odkrycie na ziemiach polskich wyrobów nadreńskich wskakuje więc na kontakty handlowe pomiędzy tymi terytoriami. Wysoki stopień prawdopodobieństwa, że dowodzą związków ekonomicznych , a nie konfliktów militarnych (broń często padała łupem walczących) można uzyskać wtedy , gdy stwierdzimy , że broń obcej produkcji zyskuje cechy lokalne. Sprowadzony z daleka oręż  ornamentowano zgodnie z własnymi upodobaniami , niekiedy dostosowywano do wymogów odmiennego teatru działań wojennych. Na podstawie analizy militariów można sądzić o handlowych kontaktach polsko-nadreńskich , polsko-węgierskich czy polsko-czeskich. Ilość i prawdopodobieństwo takich wniosków wzrosną wraz z postępem badań , zwłaszcza o interregionalnym zasięgu .          Mówiąc o przydatności broni w badaniach handlu należy pamiętać, że nie zawsze jest ona świadectwem wymiany . Mogła docierać na obce terytoria w ręku najeźdźcy i zostać przezeń utracona . Bywała także łupem przyniesionym z wyprawy, mogła być też wykonana przez jeńca, który na obcej ziemi nadał jej kształt typowy dla broni wytwarzanej  w ojczyźnie. Aby właściwie ocenić obcy element uzbrojenia , badacz winien podjąć dodatkowo działania, umożliwiające uniknięcie pomyłki . Niekiedy całkowicie bezsporne ustalenie pochodzenia "importu" staje się niemożliwe. Do najbardziej dyskutowanych zjawisk wczesnego średniowiecza należą stosunki etniczne i społeczne, w polskich warunkach ale wyjaśniają ich  w pełni źródła pisaneWśród źródeł archeologicznych wykorzystywanych do rekonstrukcji owych problemów niemałą rolę odegrać mogą zabytki uzbrojenia, Wskażmy kilka przykładów,  Badacze wczesnośredniowiecznych  cmentarzysk szkieletowych nie odnajdują w grobach niektórych militariów , a szczególnie elementów rzędu końskiego – siodeł , wędzideł , strzemion a także tarcz . Wolno sądzić , że wkładanie ich do grobów było obce ludności ziem polskich. Jeśli więc w skład wyposażenia grobowego wchodzą części rzędu , można mniemać , że pochowano w nim osobę obcego pochodzenia . Również szabla czy strzały z romboidalnymi grotami ułożone przy zmarłym sugerują , że był koczownikiem. Szabla. bowiem to we  wczesnym  średniowieczu broń ludów  stepu euroazjatyckiego , podobnie jak groty strzał z romboidalnym liściem  trójgraniaste w przekroju. Na podstawie tych kryteriów i analizy stylistycznej ozdób ustalono , że pochodzące z X w. cmentarzysko w Przemyślu zawiera szczątki Madziarów. Odkrycie to uprawdopodobniło sugestie historyków, że grupy koczowniczych jeszcze wówczas Węgrów docierały do południowej Polski. Do zupełnie nietypowych dla kultury wczesnopolskiej zjawisk należy także grzebanie zmarłych w jednym grobie z końmi. Zwyczaj ów rozpowszechniony był wśród koczowników, a w starszych fazach średniowiecza znali go także Bałtowie . Wśród militariów odkrywanych w Polsce obcego pochodzenia są buławy , kiścienie , łuki złożone , trapezowate i trójgraniaste groty strzał , groty włóczni ze skrzydełkami, pewne typy czekanów a także szyszaki tzw. typu wielkopolskiego. W późnym średniowieczu są to niektóre miecze oraz część strzemion i tarcz. Nie wszystkie były używane przez wojowników polskich, np. częste na Rusi buławy, kiścienie, złożone łuki i azjatyckiej proweniencji strzały. Pozostałe mogły być sprowadzane do Polski i tu wykorzystywane. Spróbujmy teraz ukazać rolę elementów uzbrojenia w odtwarzaniu struktury społecznej średniowiecznej Polski. Do tego celu najczęściej wykorzystywane bywają militaria z cmentarzysk. Broń znajdowana w grobach uważana jest przez badaczy za dowód przynależności pochowanego z nią zmarłego do uprzywilejowanej grupy społecznej, do ludzi noszących oręż za życia, a więc przodków późniejszego rycerstwa. Wolno sądzić, że broń spoczywająca w grobach była symbolem - takim, jakim w czasach późniejszych staną się ostrogi i pas - oznaki stanu rycerskiego. Dlatego nie trzeba było dla zaznaczenia pozycji społecznej zmarłego i zapewnienia mu również w zaświatach odpowiedniego miejsca wkładać kompletu uzbrojenia. Na cmentarzyskach nie odkrywa się więc wszelkich militariów, lecz tylko niektóre. Wyznacznikami socjalnymi były pojedyncze miecze, włócznie, topory bojowe czy ostrogi.  Tylko z rzadka napotkać można niepełne zestawy uzbrojenia. Nie można przeto wnioskować o popularności poszczególnych militariów w uzbrojeniu wczesnośredniowiecznych wojowników polskich wyłącznie na podstawie zabytków z cmentarzysk. Podlegały bowiem  nieznanym dziś prawom selekcji obrzędowej. W literaturze napotkać można szereg prób ustalenia przynależności społecznej ludności pochowanej na cmentarzyskach, zwłaszcza rzędowych. Przykładem, gdy w działaniach takich broń odgrywała rolę nieomal decydującą, może być cmentarzysko w Lutomiersku k. Łodzi. Odkryto tam blisko 150 grobów, w tym 32 z bronią. Wśród pochówków z militariami wyróżniono dwie grupy: w centrum stanowiska znajdowały się groby z atrybutami jeździeckimi - częściami rzędu i ostrogami, na obrzeżu grzebano wojowników pieszych. Pochówki bogatsze, jak twierdzą odkrywcy, kryły szczątki wojowników konnych, a więc przodków późniejszych rycerzy, a ubogie w broń, lub bez niej, to pochówki ludności zależnej. Oręż średniowieczny był także nośnikiem treści ideologicznych. Nie ma chyba innego dzieła rąk ludzkich, z którym łączyłoby się więcej legend, opowieści czy symboli. Szczególnie ważną rolę symboliczno-ideologiczną odgrywał miecz, uchodzący za najbardziej typową broń europejskiego rycerstwa. Był otaczany czcią, nadawano mu niekiedy imiona, jak "Eskalibur" króla Artura, "Durandal" - bohatera opowieści rycerskich Rolanda, "Żuraw" polskiego księcia Bolesława Krzywoustego, "Flamberge" czy "Joye uae" - Karola Wielkiego. Miecz bywał uosobieniem idei i tradycji narodowych, jak choćby "Szczerbiec", broń koronacyjna królów polskich . Miecz średniowieczny to także symbol władzy noszony przed osobą panującego dla zaznaczenia jego majestatu i przed sędzią, który w imieniu władcy ferował wyroki. Na głowniach tej broni często pojawiały się napisy dewocyjno-inwokacyjne, mające zapewnić właścicielowi miecza nadprzyrodzoną pomoc w walce.Wymowę ideologiczną miały także włócznie. Atrybutem monarszym królów i cesarzy niemieckich była tzw. włócznia św. Maurycego, z relikwią - gwoździem z Krzyża Świętego. Podczas zjazdu w Gnieźnie w roku 1000 cesarz Otton III ofiarował kopię włóczni Bolesławowi Chrobremu jako oznakę suwerenności polskiego księcia. Broń bywała niejednokrotnie prawdziwym dziełem sztuki . Związek uzbrojenia ze stylem epoki jest szczególnie widoczny w gotyku. Wówczas to, zwłaszcza w pracowniach niemieckich, powstawały zbroje o manierycznej smukłości sylwetki, z ostrymi konturami, płaszczyznami wzbogaconymi promienistymi żłobkami, zdobieniami krawędzi, mosiężnymi lamówkami wspaniale kontrastującymi z białą, polerowaną blachą. Części zbroi miały wydłużone kształty spiczaste były naramienniki, nakolanki, nałokcice i trzewiki. Nie wynikało to z wymogów funkcjonalnych ani budowy ciała, lecz wypływało z inspiracji artystycznej, z chęci spowodowania złudzenia ruchu. Odmiennego stylu są zbroje włoskie tego czasu. Cechują się harmonią, spokojnymi liniami, dużymi polerowanymi płaszczyznami odbijającymi światło i tworzącymi wrażenie aureoli. Bogato zdobiona była broń ceremonialna. Przykładem takiego oręża może być "Szczerbiec", miecz koronacyjny polskich królów. Ma on rękojeść pokrytą żółtym metalem, być może niektóre okrywające ją płytki są złote lub ze złoconego srebra (analizy metaloznawczej nie wykonywano). Płytki są bogato ornamentowane - dwukrotnie powtórzone symbole Ewangelistów i Agnus Dei oraz inskrypcje wykonane techniką "niello". Na głowicy umieszczono monogram Boga czyli tetragrammaton ". Miecz ten wykonano dla któregoś z książąt piastowskich w XIII w. Znamy szereg innych europejskich mieczów ceremonialnych. Istnym  klejnotem sztuki złotniczej jest oprawa miecza elektora saskiego Fryderyka Walecznego (ok. 1425 r.) o głowicy z bryły górskiego kryształu, z jelcem w postaci sękatej gałązki i w pochwie ozdobionej emalią. Pod koniec średniowiecza można zaobserwować przejawy "gigantomanii". Niektóre miecze noszone przed władcami jako symbol siły i majestatu osiągały niespotykane wcześniej rozmiary. Miecz ceremonial Edwarda księcia Walii (druga połowa XV w.) miał długość 226 cm . W sferze kultury średniowiecznej wojna także wyciskała ślady, a odnaleźć je można bez trudu we wszystkich nieomal dziedzinach sztuki. Inspiracje militarne wpływające na świat wyobrażeń artystycznych zaczerpnięte bywały bądź z realnych wydarzeń, bądź z legend, z rzeczywistości i fantazji. Pierwszym wybitnym powstałym w Polsce utworem epickim jest "Kronika" Galla Anonima. Jej autor poświęcił swe dzieło opisowi czynów i chwały Bolesława Krzywoustego. Przedstawia go jako zwycięskiego wodza, obrońcę Śląska, zdobywcę Pomorza. W sukcesach wojennych upatruje tytuł do sławy i zasługi dla potomnych. "Słowo o pułku Igora", najsłynniejsza epopeja staroruska nieznanego autora z końca XII w., poświęcona jest wyprawie księcia Igora Światosławowicza przeciwko chanowi Połowców Konczakowi w 1185 r. Książę, bohater nieudanej wyprawy, przedstawiony jest jako władca walczący c jedność ziem ruskich. Anonimowy twórca poematu poświęcił kilka wierszy uzbrojeniu wojsk koalicji antykoczowniczej. Problematyką militarną przesycone są "chansons de geste", francuskie poematy epickie z XI-XIV w., opiewające heroiczne, często legendarne, czyny bohaterów epoki Karola Wielkiego oraz jego antenatów i sukcesorów. Do dziś przetrwało około 100 tekstów komponowanych przez truwerów, śpiewanych przez minstreli panom feudalnym na ich dworach, a ludowi w miejscach publicznych. Ogromną popularnością na zachodzie Europy cieszyły się legendy związane z dziejami króla Artura (Artusa). W utworach tych opiewane są rycerskie i bohaterskie uczynki Artura i jego towarzyszy - rycerzy Okrągłego Stołu. Dodajmy, że zarówno miecz, jak i włócznia króla miały własności magiczne. Do czołowych dzieł literackich wczesnego średniowiecza zaliczyć trzeba "Pieśń o Rolandzie" - francuski epos rycerski ze schyłku XI w. W utworze tym mówiącym o walkach Franków z Saracenami, Roland kreowany jest na idealnego rycerza o nadludzkiej sile i odwadze, człowieka wiernego władcy, ojczyźnie i Bogu. Problematyką militarną przesiąknięte są także staroskandynawskie sagi, opowieści o bohaterskich czynach członków norweskich rodów chłopów-wojowników, odważnych, żądnych sławy, twardych dla wrogów, wiernych w przyjaźni. Wymieniając najwybitniejsze utwory literackie średniowiecza nie sposób pominąć "Pieśni o Nibelungach" (Nibelungowie to w sagach skandynawskich i niemieckich naród karłów , strzegący skarbu ukrytego w "krainie ciemności i mgieł"), epos germański spisany ok. 1200 r., poświęcony dramatycznym przygodom Zygfryda, królewicza Niderlandów, i jego żony Krymhildy. W przygodach tych niemałą rolę odgrywał oręż. Warto dodać, że w utworze opisano pojedynek - zawody w rzucie oszczepem. Relacje z wydarzeń militarnych odnaleźć można nie tylko w literaturze "pięknej", legendach przekazywanych ustnie i krążących wśród rycerstwa, dworzan i prostego ludu. Kroniki i roczniki, najbardziej typowe ówczesne dzieła historiograficzne, zawierają mnóstwo informacji o wojnach, zwycięstwach i klęskach, o dziejach wodzów i władców. Wiele wiadomości z nich można wykorzystywać do studiów, niekiedy bardzo szczegółowych, nad dawnym uzbrojeniem. W "Kronice" Galia Anonima odnajdziemy  sporo opisów oręża. Jej autor pisał, że wojownicy Bolesława Krzywoustego w walkach z Pornorzanami zaprzestali noszenia pancerzy, gdyż ich ciężar utrudniał walkę z wrogiem. Badacze rozmaicie tłumaczyli relację Gallową. Najbardziej prawdopodobny wydaje się pogląd, że rezygnacja z pancerzy była przejściowa, podyktowana specyficznymi warunkami pola walki pełnego lasów, wód i moczarów, gdzie ciężkie uzbrojenie stanowiło raczej zawadę niźli pomoc. Wspaniałego materiału do studiów nad staroruskim uzbrojeniem daje "Opowieść lat doczesnych", tzw. "Kronika Nestora". Na kartach latopisu, powstałego w ostatecznej redakcji ok. 1113 r. wśród wzmianek dotyczących kultury materialnej wczesnośredniowiecznej Rusi odnaleźć można wiele informacji o broni nie tylko wschodniosłowiańskiej, ale także bizantyjskiej i koczowniczej. Pozwalają one na niemal pełne zrekonstruowanie oręża używanego na Rusi, a także przez ludy stepów - Pieczyngów i Połowców. Nie mnożąc dalszych przykładów pomników dawnego dziejopisarstwa, pełnych opisów zdarzeń militarnych, podkreślmy, że ich rola w literaturze średniowiecznej jest ogromna i że wywierały one znaczący wpływ na kształtowanie się poglądu o przemożnym wpływie zmagań militarnych na losy narodów i państw. Elementy uzbrojenia pojawiają się również w dziełach malarskich i rzeźbiarskich. Artyści upodobali sobie jako temat twórczości świętych-rycerzy. Rzeźbione i malowane postaci świętych Jerzych, Florianów, Maurycych czy Longinów, wyposażone we wszelkie atrybuty rycerskiego stanu, licznie wypełniały wnętrza świątyń i klasztorów. Sceny z udziałem zbrojnych napotkać można na skrzydłach gotyckich ołtarzy: ołtarz Wita Stosza w Krakowie, poliptyk dominikański z Krakowa , wawelski ołtarz św. Trójcy, poliptyk z Ptaszkowej  i wiele innych. Podobnie jest z polichromiami ścian i stropów świątyń lub siedzib możnowładczych, witrażami, obrazami tablicowymi czy iluminowanymi rękopisami. Wiele wyobrażeń ikonograficznych stało się przedmiotem studiów historyków oręża, jak np. czołowe dzieła ówczesnej rzeźby polskiej - nagrobki śląskich dynastów piastowskich , "Drzwi gnieźnieńskie" ilustrujące żywot i martyrologię św. Wojciecha, wawelskie pomniki grobowe królów polskich, obrazy tablicowe, jak "Tablice bernardyńskie" wyobrażające bitwę pod Legnicą w 1241 r., iluminowane rękopisy - "Legenda śląska" czyli cykl poświęcony życiu i cudom św. Jadwigi śląskiej. Ikonografia średniowieczna jest może w jeszcze większym niż literatura stopniu nośnikiem treści militarnych, choć nie one, w założeniu twórców, miały decydować o znaczeniu i wymowie dzieł sztuki. Nie sposób też pominąć monet i pieczęci, na których także odnajdujemy wyobrażenia broni i oporządzenia. Występują najczęściej na monetach i pieczęciach władców, gdy przedstawiają ich jako rycerzy. Relacja o przenikaniu spraw militarnych we wszystkie dziedziny życia w średniowieczu nie byłaby pełna, gdyby nie wspomnieć o specyficznym jej przejawie, jakim była kultura rycerska. Wiemy o niej nie tylko z lektury utworów literackich zwanych romansami dworskimi i rycerskimi, ale także z pieśni czy dzieł malarskich. Wytworzył się wówczas, głównie na zachodzie Europy, obraz idealnego rycerza, wzór do naśladowania dla szlachetnie urodzonych członków społeczeństwa. Średniowieczny rycerz winien według kanonów, wędrować w poszukiwaniu okazji do boju lub pojedynku - najlepiej w obronie wiary, dobrego imienia władcy, honoru ukochanej kobiety lub czci własnej. Udział w wojnie lub pojedynku miał służyć zyskaniu sławy zapewniającej wysokie miejsce w rycerskiej hierarchii. Ukształtował się ethos rycerski, fascynujący różne kręgi społeczne. Jakie cechy owego ethosu były, według ludzi średniowiecza, godne naśladowania? Przede wszystkim walory wojenne - dzielność, szacunek dla przeciwnika, nawet pokonanego, przestrzeganie reguł walki, ćwiczenie bojowe. Nie wie my, niestety, o ile ów wzorzec upowszechnił się w Polsce, choć z niektórymi jego przejawami rycerstwo było obeznane, zwłaszcza od XIV w. poczynając.          Nawet na sprawach wiary wojna odcisnęła piętno. Średniowieczny Kościół to "ecclesia militans", a każdy duchowny - "bojownik Chrystusa". Obrządek sakry kapłańskiej porównywano do wdziewania zbroi duchowej chroniącej przed zakusami szatańskimi. Jan Długosz w opisie bitwy grunwaldzkiej podaje, że Zbigniew Oleśnicki odmawiając przyjęcia pasa rycerskiego rzekł, że "winien być nie w świeckim, lecz duchownym wojsku i pragnie zawsze walczyć dla Chrystusa". Kościół zmagał się z poganami nie tylko głosząc Ewangelię, ale nawołując do krucjat przeciw niewiernym. Wyprawy krzyżowe były przedsięwzięciami o kolosalnym zasięgu. Szły nie tylko do Ziemi Świętej, ale także kierowały się przeciw poganom i innowiercom europejskim - Słowianom Połabskim, Prusom czy Litwinom. Krucjaty palestyńskie zbliżyły cywilizację łacińską do muzułmańskiej i bizantyjskiej oraz przyspieszyły rozwój społeczno-gospodarczy w Europie. Oddziałały też na zmiany fortyfikacji oraz powstanie zakonów rycerskich. Zakony te to zgromadzenia, których członkowie składali ślub dodatkowy - walki z niewiernymi. Reguły uwzględniały zagadnienia organizacji wojskowej, hierarchii dowódczej a niekiedy - problemy taktyki. W zakonach tych najważniejszą rolę odgrywali bracia--rycerze - pełniący funkcje administracyjne i gospodarcze. Niektóre zakony stały się bardzo potężne, wpływając na politykę i ekonomikę europejską. Należał do nich Zakon Szpitala Najświętszej Marii Panny Domu Niemieckiego w Jerozolimie znany pod nazwą Krzyżaków. Nie trzeba przypominać, jak wielką rolę odegrali oni w dziejach Polski, Litwy i innych państw nadbałtyckich.

"Uzbrojenie średniowieczne w Polsce" -Jan Nowakowski

Ciekawostki :)

Siłacze.

Z rozmiarów i wagi zbroic dawnych rycerzy oraz z wielu innych wskazówek możemy twierdzić stanowczo, że wzrost przeciętny naszych ojców był cokolwiek mniejszy od dzisiejszego wzrostu klas zamożniejszych, a równy wzrostowi ludu wiejskiego, siła zaś muskularna i wytrzymałość znacznie większa. Był to prosty i konieczny wynik mniejszych wygód, a większych trudów i zupełnie innego trybu życia. Częste dźwiganie zbroi, szermierka i gonitwy, zabawy łowieckie, podróże konne, liczniejsze prace fizyczno z powodu rzadkości rzemieślników na wsi (każdy prawie szlachcic i rycerz dawny umiał np. kowalstwo), zresztą życie wiejskie zbliżone więcej do natury, niż dzisiejsze zwyrodnione po miastach – wszystko to było przyczyną, że dawniej każdy posiadał w sobie więcej energii, rycerskości, silnej woli, krewkości, wytrzymałości, zdrowia i siły muskularnej. Pod tym względem dziadowie nasi stali nieskończenie wyżej od wnuków, a dawne źródła przechowały nam liczne wiadomości o ludziach wielkiej siły fizycznej i wytrzymałości. Pomijając ustne podania, przytoczymy tu wzmianki z dawnych pisarzów naszych o ludziach, którzy podziw ogólny krzepkością muskułów obudzali: 1) W XIV w. słynął Stanisław Ciołek, syn wojewody mazowieckiego. Chłopcem jeszcze będąc, wstępował na wyższe miejsce i, wziąwszy w każdą rękę dorosłego mężczyznę, tłukł jednym o drugiego. Dzwon spuszczony z wieży kościoła krakowskiego wziął za ucha i do drzwi kościoła po schodach zaniósł. Miecz lub szablę skręcał w ręku jak postronek. Raz wróciwszy z łowów i zastawszy łaźnię zajętą przez dwuch braci ze sługami, rozgniewany, że na niego nie czekali, pochwycił budynek drewniany za narożnik i tak zręcznie przewrócił, że odkrył nagich. We wsi swojej Ostrołęce, przy stawianiu młyna, zobaczywszy kilkunastu ludzi, dźwigających potężną belkę, kazał wszystkim wziąć za jeden koniec, a sam pochwyciwszy za drugi, przeniósł z nimi i zadał ją na ścianę. Kiedy ścisnął w dłoni świeże drzewo, to ciekł z niego sok, jak z gąbki. Tak zwane leziwa czyli grube sznury, z konopi lub łyka plecione, po których wchodzą na drzewa bartnicy przy podbieraniu miodu, rwał jak nici. Kuszę najtęższą samemi tylko rękoma i nogami bez lewara naciągał. Dwie podkowy rozciągał lub kruszył. Oznaczywszy krótką szablą koło na ziemi, nie dał się z niego wyciągnąć za sznur 12-tu ludziom. Kiedy z Kazimierzem Wielkim był w Pradze i poszedł w zapasy ze słynnym jakimś siłaczem, tak go ścisnął, że biedny Czech ducha wyzionął. Mazur ten, wysłany r. 1356 dla obrony Wołynia przeciw Tatarom, którzy Włodzimierz opanowali, poległ pod Włodzimierzem śmiercią walecznych. 2) Wojciech Brudzyński, dworzanin królów Aleksandra Jagiellończyka i Zygmunta I, jak zaświadczają Marcin Bielski i Bartosz Paprocki, sześciu mężów w całkowitych zbrojach na barkach swoich dźwigał, a siedząc na koniu, gdy chwycił się rękami belki w bramie wjazdowej, konia swego w górę nogami z ziemi unosił. 3) Tę samą sztukę pokazywał i Wiesiołowski, marszałek wielki litewski, znany z tego, że wozy w biegu, ująwszy za tylne koła, zatrzymywał i żubra oszczepem osadził, który na króla Zygmunta Augusta miał uderzyć. 4) Król Zygmunt I żelazne podkowy łamał, postronki zrywał, napinał kuszę bez lewara i talję kart przedzierał. 5) Wojciech Łochocki, cześnik ziemi Dobrzyńskiej, w pełnej zbroi przeskakiwał konie i wozy. 6) Janusz II, ostatni książę mazowiecki (zmarły r. 1526), miał być równie silny jak Zygmunt I, wyrzucał w górę koło lub duży kamień. 7) Stanisław Radzimiński, kasztelan zakroczymski za Zygmunta Augusta – jak pisze o nim Bartosz Paprocki, który znał go osobiście – najtęższego chłopa bujał na dłoni a konia rozhukanego, chwyciwszy za łeb i uszy, dotrzymał, póki masztalerz uzdy nań nie włożył, poczem dziki rumak szedł pokornie, bo mu łeb i uszy spuchły. 8) Marcin Brzozowski z Brzozowa w ziemi Gostyńskiej, przezwany „Kapturem”, wziąwszy beczkę piwa na ramię, swobodnie z nią tańczył dokoła stołu. 9) O Wojciechu Chodzickim z wojew. Kaliskiego zaświadcza Paprocki, iż taką miał siłę w głowie, że wysadzał nią bramy z zawias. 10) Jakób Niezabitowski z wojew. Lubelskiego w drugiej połowie XVI w. słynął z odwagi, męstwa, siły i olbrzymiego wzrostu. Był postrachem Tatarów, których gromił z małą garścią swoich pod Zbarażem i pod Skoworodkiem. W wyprawach Batorego pod Wielkiemi Łukami i Pskowem świetnie się odznaczył. Bielski wspomina o nim z uwielbieniem. 11) Ścibor, herbu Ostoja, Dunaj w zbroi przepłynął. 12) Teodor Lacki, pisarz polny, znakomity wojownik z czasów Batorego i Zygmunta III, zasłynął z olbrzymiej siły nietylko w Polsce, ale i zagranicą. Bawiąc w Wenecyi, chwycił wołu, który się rzucił na niego, powalił go na ziemię i kark mu złamał, wozy w biegu za koła wstrzymywał, dąb, który mógł dłonią objąć, z ziemi z korzeniem wyrywał. W ciągnieniu kuszy nie miał sobie równego, a gdy raz wobec Batorego przy pośle tatarskim zdumiał obecnych celnością strzałów z łuku, król podarował mu dzielnego wierzchowca. Przez lat 20 służył krajowi orężem i mieniem, bo własnym kosztem chorągiew husaryi wystawił. Odniósłszy pod Kircholmem w udo dwa postrzały od kul, mimo to nie zsiadł z konia i jeszcze dwie mile pędził uciekających Szwedów. 13) Rodzona siostra Teodora Lackiego, poślubiona Eljaszowi Pielgrzymowskiemu, pisarzowi litewskiemu, słynęła również ze swej siły. 14) Wojciech Padniewski w boju na Wołoszczyźnie jednym zamachem korda ściął Turczynowi głowę razem z ręką do pachy. 15) Eustachy Tyszkiewicz, wojewodzic brzeski, spotkawszy niedźwiedzia na łowach, miał zwyczaj rozdrażniać go, a gdy bestja stanęła na łapach, łeb mu wtedy ścinał. 16) Tomasz Olędzki, kasztelan zakroczymski, pięć talarów bitych, jeden na drugi położonych, szablą przerąbywał. 17) Szlachcic litewski Odyniec uderzał z oszczepem sam jeden na niedźwiedzia i zawsze pokonywał. 18) Druszkowski, proboszcz bochotnicki, kiedy mu napuszczano cudzych koni do ogrodu, przez mur je powyrzucał. 19) Po śmierci Ziemowita i Władysława, książąt mazowieckich, macocha ich a wdowa po Michale ks. litewskim, roszcząca prawo do spadku po pasierbach r. 1462, zebrawszy szlachtę z ludem zbrojnym w Płocku, wyruszyła na jej czele do Rawy i usiłowała zamek rawski siłą oręża zdobyć. 20) Cymbarka, księżniczka mazowiecka, córka Ziemowita i Olgierdówny, r. 1412 zaślubiona Ernestowi Żelaznemu, matka cesarza Fryderyka III, laskowe orzechy w palcach gniotła i pancerze łamała. 21) Grabowska w wojew. Poznańskiem i panna Barska w Kaliskiem, ścisnąwszy garść orzechów laskowych w dłoni, olej z nich wyciskały. 22) Żagiel, szlachcic litewski, podskakiwał, dźwigając czterech ludzi na swych barkach. 23) Komorowski z Komorowa w Kujawach podkowy łamał bez wysiłku. 24) August II Sas od wielkiej siły fizycznej dostał nawet przydomek Mocnego. Za jednym zamachem ścinał on głowy bydlętom, czego dokonał raz na zjeździe z Piotrem I w Rawie (ruskiej). W Gdańsku działko, falkonetem zwane, podnosił jak pistolet. 25) Przewyższał Augusta siłą Marcin Cieński z Cienia w Sieradzkiem, dzielny wojownik z czasów Sobieskiego a regimentarz za Augusta II. Gdy raz król zaprosił go do siebie i zapragnął widzieć dowody jego siły, regimentarz podane sobie sztaby żelazne pozakręcał na szyi dwom królewskim drabantom, którzy stali na warcie. Gdy król sam nie dał rady szyn tych odkręcić, posłano po znanego z siły kowala. Ale i ten nie podołał, mówiąc, że trzebaby łby w ogień wsadzić i szyny rozgrzać, aby drabantów z żelaznego jarzma uwolnić. Wtedy dopiero Cieński rozwinął sztaby z łatwością, pokazując, że od króla i kowala jest silniejszym. 26) Córka tego walecznego regimentarza odziedziczyła po ojcu także niezwykłą siłę. Opowiadano, że gdy raz w jej domu powadziło się dwuch szlachty, pogodziła ich, wziąwszy razem za pasy i wyrzuciwszy przez otwarte okno do ogrodu. 27) Helena Ogińska, sławna z cnót, siły i nauki córka Kazimierza Ogińskiego, wojewody wileńskiego, małżonka Ignacego Ogińskiego, kasztelana wileńskiego, podczas wesela królewicza saskiego Fryderyka w Dreźnie, roku 1719, na sławnym karuzelu, przez młode damy odprawionym, mając lat 18 wszystkie rycerskie sztuki z taką zręcznością i podziwem wszystkich odbyła, że pierwszeństwo i wyznaczoną nagrodę otrzymała. Żyła lat 90, a w podeszłym już wieku talerze srebrne w trąbkę skręcała i rozwijała, talary łamała. 28) Jan Kopczak, z pochodzenia chłopek, słynął z siły na dworze Stan. Leszczyńskiego w Lunewilu; karetę ministra Bryla zagrzęzłą w błocie sam wyciągnął; umarł jako piwniczy u hetmana Branickiego w Białymstoku. 29) Następny przykład wytrzymałości podaje Długosz: „Gdy r. 1438 Tatarzy dobijali pojmanych jeńców polskich – Jan Włodkowicz, h. Sulima, po odniesieniu ran mnogich leżał między stosami trupów, udając nieżywego. Odarli go do naga pohańcy, lecz gdy ściągali obuwie, a sprzączki puścić nie chciały, przerznęli je wzdłuż tak, iż miecz narysował na nogach głębokie rany. Gdy pierścienia, który miał na palcu, zdjąć nie mogli, ucięli go z palcem. Taką bohaterską cierpliwością przytaiwszy ducha w męczarniach, uniknął śmierci, lub gorszej niż śmierć niewoli”. Blizny te na ciele jego oglądał później sam Długosz. Przez ćwiczenia rycerskie wyrabiali w sobie Polacy zadziwiającą zręczność. Mik. Pieniążek za kr. Stefana, trzymając w kupie nogi, bardzo wysoko w zbroi podskakiwał. Gdy król Aleksander kopalnie w Wieliczce oglądał, szlachcic Jan Jordan, ubrany po husarsku, zatem w ciężkiej zbroi, mówiąc: „za zdrowie króla Jegomości!” bardzo szeroki otwór do przepaści, zwany szybem, przesadził, za co żupnikiem mianowany został. Bartosz Paprocki w „Ogrodzie królewskim” pisze o Elżbiecie, wnuczce Kazimierza Wielkiego, zdumiewającej dorodną budową i dziwną krzepkością ciała, że „gdy jej w Krakowie na weselu przyniesiono nową grubą podkowę, tak ją rozłamieła, jakoby była z jakiego drzewa słabego uczyniona; potem kucharskie tasaki zwijała, jakoby z lipowego drzewa robione były; pancerz wziąwszy, jako koszulę wiotchą od wierzchu aż do końca rozdarła, co było z wielkim podziwieniem wszystkich książąt i panów”. Jan Tarło, krajczy króla Zygmunta I, w konnych gonitwach porywał przeciwnika i zrzucał go z konia, uderzeniem pięści rozbijał drzwi żelazne i zamki, z oszczepem chodził na niedźwiedzie. Prokop Sieniawski, marszałek wiel. kor., poszóstne karety w biegu zatrzymywał, łby wołom szablą w oczach królewskich odcinał. W nowszych czasach słynęli z ogromnej siły: Michał Walewski, ostatni wojewoda sieradzki, a w stronach nadbużnych ziemianie: Mysłowski, który 5 orzechów laskowych, w kółko na stole położonych, tłukł uderzeniem czoła, Franciszek Kowalski z Pratulina i Seweryn Bryndza z Łozowicy.

Szabla

Starożytnym orężem polskim był prosty obosieczny miecz. Kształt szabli krzywej, jednosiecznej, przybył do Polski ze Wschodu i Południa wraz z jej nazwą, która po arabsku brzmi saif, w starohiszpańskim savia, savra, po francusku sabre, po włosku sciabola, po węgiersku sablya. Szabla krzywa, oprócz mocniejszego cięcia daje lepszą zasłonę głowy, niż prosty miecz i szpada. Przypuszczać też należy, że już w XIII wieku najazdy mongolskie zapoznały Polaków z krzywą szablą azjatycką. Szabla należała do tak zwanej broni białej czyli siecznej, za pomocą której Polacy odnosili wiele zwycięstw. Stała się więc ukochaną bronią narodu, którą rycerz polski oddawał w boju jeno razem z życiem. Stosunek, jaki zachodził między Polakiem i jego szablą, nie powtarza się u innych narodów. Polska szermierka była także odmienna. Miała swoją sztukę krzyżową, cięcie rejowskie, referendarskie i t. d. Gdy weszła w modę broń droga, Polacy używali zwykle dwojakich szabli: do stroju – karabeli ozdobnie oprawnej lub pałasika polskiego; do boju zaś i pojedynków szabli „czarnej”. Było wiele gatunków broni. Obacz o nich pod wyrazami: Augustówka, Bułat, Czeczuga, Demeszka, Karabela i Serpentyna. Dokument cechu mieczników krakowskich z r. 1777 wymienia, iż mają robić: miecze, koncerze, multany, szable polskie, pałasze husarskie (prawie proste), kordelasy polskie (myśliwskie), obuchy, karabele, jendyczki, czeczugi, i te osadzać i oprawiać. Szablę wielką, używaną do boju i noszoną przez ludzi wojennych, nazywano szablą czarną lub pałaszem; fabrykę szabel zwano szabelnią; rzemieślnika, który je wyrabiał, płatnerzem (ob. Płatnerz) lub miecznikiem. Najsłynniejsze szable polskie były: Staszowki. wyrabiane w Staszowie sandomierskim, Augustówki, Batorówki, Zygmuntówki (od cyfr lub portretów Batorego, Zygmunta III lub Augustów Sasów), także lwowskie i wyszyńskie. Oprawiano szable w pochwy wężowe, czyli t. zw. jaszczurowe, lub skórzane. Jak próbowano dobroci szabel, niech wyjaśni wiersz poety:
U drzwi domostwa wszystkie klamki, ćwieki, haki,
Albo ucięte, albo noszą szabel znaki:
Pewnie to próbowano hartu Zygmuntówek,
Któremi można śmiało ćwieki obciąć z główek,
Lub hak przerznąć, w brzeszczocie nie zrobiwszy szczerby.
Żelazo szabli zwali Polacy głownią, brzeszczotem lub klingą, rękojeść jelcem. U szabli polskiej jelec zwykle krzyżowy, do 6 cali długi, nieco kabłąkowy. Jelce u szabel czarnych były z pałąkiem graniastym i małym skobelkiem. Ten pałąk nazywał się krzyżem, a skobelek paluchem, od wielkiego palca, który weń wchodził. Skówki na pochwie, do których były przymocowane kółka do zawieszania broni na pendencie czyli rapciach, zwały się ryfkami. Szable z szerokiemi pochwami i wielkimi krzyżami nosili najwięcej ludzie dworscy. Szlachta, jako stan rycerski, nosiła szablę z obowiązku. Mieszczanie krakowscy mieli do tego wyjątkowe prawo, jak również magistrat wileński, poznański, warszawski i lwowski, wedle służących im przywilejów. Zygmunt August zakazuje Żydom, aby przy orężu nie używali srebrnych i złotych łańcuchów, jak rycerstwo. Królowi chodziło o to, żeby lichwiarze, mając więcej srebra i złota od wojowników, nie zaćmiewali ich bogatym strojem. Napisy na szablach polskich zwykle miewały wypisane godło jakie pobożne, rzadko nazwisko właściciela. O zwyczaju dobywania szabel z pochew przy mszy podczas św. Ewangelii taki znajdujemy ustęp w Długoszu: „Nie zaniedbywał Mieczysław I i innych dzieł pobożnych, w czynnej i ustawicznej krzątając się posłudze około spraw wiary i ołtarza, aby we wszystkiem stał się godnym naśladowcą królów i książąt chrześcijańskich i wyrównał ich cnotom. Za jego to poradą i namową nastał w tym roku (979) między panami, rycerstwem i szlachtą chwalebny i święty obyczaj, do naszych prawie czasów zachowywany, że panowie rzeczeni i rycerstwo, w dni niedzielne schodzący się do kościołów na nabożeństwo, po wojskowemu szablami przypasani, kiedy kapłan śpiewał słowa Boże przypadającej Ewangelii św. Mateusza, Jana, Łukasza albo Marka, Ewangelistów, wszyscy jakby do boju szable z pochew aż do połowy dobywali; a gdy żacy, do mszy służący, odpowiedzieli: Chwała Tobie, Panie! znowu je do pochew wkładali. Tym obrządkiem, co niedziela powtarzanym, okazywali, że w obronie ś. Ewangelii, której prawdę poznali i przyjęli, gotowi byli walczyć ochotnie i śmiało, a w potrzebie nawet śmierć ponieść. Pożal się Boże, iż ten zwyczaj chwalebny, który tak wielkiej gorliwości i przywiązania do wiary był oznaką, nie wiem dla jakiej nieszczęsnej odmiany u Polaków poszedł w zaniedbanie” (Długosz, wyd. krak. t. II, str. 113). – Jeden z wybitniejszych pisarzy XVIII wieku, ks. Franciszek Jezierski, tak pisze o szabli: „Szabla, pałasz, kord, koncerz, miecz, karabela, wszystko to znaczy żelazo w ręku do zabijania i kaleczenia człowieka. Sztukę wzajemnego nacierania na życie z taką bronią nazywają zdawna Polacy sztuką szermierską, nasi sąsiedzi fechtowaniem. Zdaje się, że jak wesołość ma swoje powierzchowne znaki, które są charakterami narodów w ich tańcach, tak i poruszenie złości ma swój charakter w porwaniu się do żelaza. Węgrzyn tnie na odlew, Moskwicin z góry, Turczyn ku sobie, a Polak na krzyż macha swoją szablą. Szabla polska była przed laty straszna narodom, dopóki miękkość wieku, zbytki krajowe nie poprzeinaczały junaków z mocnych i śmiałych na grzecznych i zabawnych, a przeto gdy przesąd, chełpliwość, zemsta wyzywa na pojedynkowe potkanie, wolą na pistolety się puścić, niż na zręczność władania szablą”. Kitowicz w opisie obyczajów z doby saskiej tak pisze: „Szabla za czasów Augusta (III) była rozmaita. Prosta, czarna, w żelazo oprawna, na rzemiennych paskach, pospolita była zawsze szlachcie ubogiej, zamiast capy, alb
« Ostatnia zmiana: 10-12-2007, 08:02:48 wysłana przez ypoznan »
Ponieważ "Ypoznan" w konwersacji brzmi tak jakoś bardzo oficjalnie, dopuszczam także: Januszku, Jasiu, Jachu i inne miłe określenia. ;) 
   

Offline aambeeld

  • Opinii: (26)
  • Mieszkaniec knives.pl
  • *****
  • Wiadomości: 5009
  • Płeć: Mężczyzna
  • Kozik org pl
Odp: Nożowe różności
« Odpowiedź #1 dnia: 09-12-2007, 10:55:18 »
zacny tekst!
Kumpel Twój wieczną sobie u mnie zaskarbił wdzięczność.

Dwie uwagi:
1. tlumaczenie z niemieckiego automatem było jakimś robione - przetumaczę jutro "analogowo"
2. Nazwij wątek jakoś mniej enigmatycznie - żeby się z treścią kojarzył.
Aby niewnożowani wstrętu do noża nie mieli, bandycki jeno w nim widząc atrybut. :)

Offline Ypoznan

  • Niemłody, niewykształcony, z wielkiego miasta
  • Redaktor
  • Opinii: (49)
  • *
  • Wiadomości: 10771
  • Płeć: Mężczyzna
  • WKMN, PSTNiBB
    • Navaja.pl
Odp: Nożowe różności
« Odpowiedź #2 dnia: 09-12-2007, 11:03:55 »
zacny tekst!
Kumpel Twój wieczną sobie u mnie zaskarbił wdzięczność.

2. Nazwij wątek jakoś mniej enigmatycznie - żeby się z treścią kojarzył.

Facet ma wszechstronną wiedzę, przy tym jest nieprawdopodobnie uczynny i cierpliwy. Złoto nie człowiek  :)
I nigdy nie jest mu ciężko udzielić pomocy, tacy ludzie to rzadkość :)

Jaką nazwę proponujesz? :)
Ponieważ "Ypoznan" w konwersacji brzmi tak jakoś bardzo oficjalnie, dopuszczam także: Januszku, Jasiu, Jachu i inne miłe określenia. ;) 
   

Offline aambeeld

  • Opinii: (26)
  • Mieszkaniec knives.pl
  • *****
  • Wiadomości: 5009
  • Płeć: Mężczyzna
  • Kozik org pl
Odp: Nożowe różności
« Odpowiedź #3 dnia: 09-12-2007, 11:10:44 »
"Z dziejów nożównictwa" ??
Aby niewnożowani wstrętu do noża nie mieli, bandycki jeno w nim widząc atrybut. :)

Offline aambeeld

  • Opinii: (26)
  • Mieszkaniec knives.pl
  • *****
  • Wiadomości: 5009
  • Płeć: Mężczyzna
  • Kozik org pl
Aby niewnożowani wstrętu do noża nie mieli, bandycki jeno w nim widząc atrybut. :)

Offline aambeeld

  • Opinii: (26)
  • Mieszkaniec knives.pl
  • *****
  • Wiadomości: 5009
  • Płeć: Mężczyzna
  • Kozik org pl
Odp: Nożowe różności
« Odpowiedź #5 dnia: 09-12-2007, 11:13:01 »
Cytuj
Toć ja koło tej baszty dzień w dzień ¶migam ;P

Może tu siedzibę stowarzyszenia założymy? :D
Aby niewnożowani wstrętu do noża nie mieli, bandycki jeno w nim widząc atrybut. :)

Offline Ypoznan

  • Niemłody, niewykształcony, z wielkiego miasta
  • Redaktor
  • Opinii: (49)
  • *
  • Wiadomości: 10771
  • Płeć: Mężczyzna
  • WKMN, PSTNiBB
    • Navaja.pl
Odp: Nożowe różności
« Odpowiedź #6 dnia: 09-12-2007, 14:10:28 »
"Z dziejów nożównictwa" ??

Bardzo proszę :)
Dodam jeszcze "i nie tylko", bo przecież trochę odbiega od tematu ;)
Nazwa robocza, jeśli na coś wpadniesz właściwszego to zmienię :)

E: Po namyśle wpisałem tak jak chciałeś. Nie pyskuje się Szefowi  ;P
E2: Jednak dopisałem trochę  :*
« Ostatnia zmiana: 12-12-2007, 14:38:42 wysłana przez ypoznan »
Ponieważ "Ypoznan" w konwersacji brzmi tak jakoś bardzo oficjalnie, dopuszczam także: Januszku, Jasiu, Jachu i inne miłe określenia. ;) 
   

Offline lancelot

  • Opinii: (0)
  • Użytkownik knives.pl
  • ***
  • Wiadomości: 306
  • Płeć: Mężczyzna
  • krola przepraszam, wiecej nie bede
Odp: Z dziejów nożownictwa
« Odpowiedź #7 dnia: 09-12-2007, 14:25:07 »
 Znalazlem informacje zamieszczona bodajze w ksiazce "Platnerze krakowscy", ze dochodzilo do tarc na gruncie prawa wykonywania szabli pomiedzy cechami miecznikow i nozownikow.
kochanka moja jest karabin i klinga ukochanej szabli

Offline aambeeld

  • Opinii: (26)
  • Mieszkaniec knives.pl
  • *****
  • Wiadomości: 5009
  • Płeć: Mężczyzna
  • Kozik org pl
Odp: Z dziejów nożownictwa
« Odpowiedź #8 dnia: 09-12-2007, 20:40:08 »
Możesz cytat zamieścić - albo skan?
Aby niewnożowani wstrętu do noża nie mieli, bandycki jeno w nim widząc atrybut. :)

Offline lancelot

  • Opinii: (0)
  • Użytkownik knives.pl
  • ***
  • Wiadomości: 306
  • Płeć: Mężczyzna
  • krola przepraszam, wiecej nie bede
Odp: Z dziejów nożownictwa
« Odpowiedź #9 dnia: 10-12-2007, 01:33:08 »
 Niestety! Bedzie to mozliwe dopiero gdzies ok. 20.12. Przykro mi.
kochanka moja jest karabin i klinga ukochanej szabli

Offline Ypoznan

  • Niemłody, niewykształcony, z wielkiego miasta
  • Redaktor
  • Opinii: (49)
  • *
  • Wiadomości: 10771
  • Płeć: Mężczyzna
  • WKMN, PSTNiBB
    • Navaja.pl
Odp: Z dziejów nożownictwa
« Odpowiedź #10 dnia: 10-12-2007, 07:43:22 »
Dołożyłem trochę ciekawostek :)
« Ostatnia zmiana: 10-12-2007, 08:35:39 wysłana przez ypoznan »
Ponieważ "Ypoznan" w konwersacji brzmi tak jakoś bardzo oficjalnie, dopuszczam także: Januszku, Jasiu, Jachu i inne miłe określenia. ;) 
   

Offline aambeeld

  • Opinii: (26)
  • Mieszkaniec knives.pl
  • *****
  • Wiadomości: 5009
  • Płeć: Mężczyzna
  • Kozik org pl
Odp: Z dziejów nożownictwa i nie tylko (różności)
« Odpowiedź #11 dnia: 10-12-2007, 11:26:25 »
masz tu nieco zananalogizowane tłumaczenie z niemieckiego:

Die Messerschmiede
Nożownicy (nożo-kowale)

Kowale specjalizujący się w wytwarzaniu noży i głowni, od czasów średniowiecza nazywani nożownikami i miecznikami, wywodzą się z rękodzieła       kowalskiego i specjalizowali się w tworzeniu broni białej i wszelkich rodzajów noży, przy czym noze jak i sztylety, saksy, szpady i inne jednosieczne klingi. Miecznicy specjalizowali sie w produkcji głowni obosiecznych mieczy.

Pojęcie „nóż” rozumiano kiedyś  bardziej jako każdą jednosieczną głownię niż nóż we współczesnym tego słowa znaczeniu. W średniowieczu rozpowszechniły się przesądy, że w czasie pracy nad mieczem miecznik może wkuwać weń zaklęcia. Dlatego też czeladnik, chcący zostać mistrzem musiał składać wprzódy specjalną  przysięgę, że czarów używać nie będzie. Aby zażegnać niebezpieczeństwu złego czaru wierzący rycerz oddawał wprzódy miecz do poswięcenia kapłanowi.
W średniowieczu i później stosowano zapożyczoną z Orientu technikę dziwerowania głowni mieczy i szabel. W centrach miecznictwa jak Solingen, Norymberga, Regensburg czy Steyr rozwinął się niezależny zawód (stopień zawodowy) hartownika, który koncentrował się wyłącznie na hartowaniu głowni, podczas, gdy w w innych częściach Europy kowale sami hartowali swoje głownie.Sztuki wykuwania głowni, hartowania i szlifowania znajdowały się w dużym poważaniu i pewne technologie, jak np. hartowanie, były strzeżone przez ówczesne bractwa (cechy) jako najściślejsza tajemnica. Dlatego też członkowie cechów byli związani przysięgą (osiedleńczą), która zakazywała im opuszczać kraj i przekazywać komukolwiek swą wiedzę i umiejętności, poza własnymi synami lub ostatecznie dalszą rodziną, o ile nie posiadał synów, którzy mogliby profesję kontynuować.
Dzięki temu dzisiaj z łatwością można określić pochodzenie wielu starych głowni, ponieważ na wszystkich głowniach wybijano znak oceny jakości i znak mistrza. Fałszowanie znaków prowadziło zawsze do konfliktów na targach (rynku).
« Ostatnia zmiana: 10-12-2007, 12:28:36 wysłana przez aambeeld »
Aby niewnożowani wstrętu do noża nie mieli, bandycki jeno w nim widząc atrybut. :)

Offline lancelot

  • Opinii: (0)
  • Użytkownik knives.pl
  • ***
  • Wiadomości: 306
  • Płeć: Mężczyzna
  • krola przepraszam, wiecej nie bede
Odp: Z dziejów nożownictwa i nie tylko (różności)
« Odpowiedź #12 dnia: 10-12-2007, 11:40:54 »
 Dzieki za ludzkie tlumaczenie (oby Twoj slon kapal sie w czym tam chcesz). W tym swietle moja informacja (wciaz nie potwierdzona :frown:) wydaje sie byc bledna. Ciekawe...
kochanka moja jest karabin i klinga ukochanej szabli

Offline aambeeld

  • Opinii: (26)
  • Mieszkaniec knives.pl
  • *****
  • Wiadomości: 5009
  • Płeć: Mężczyzna
  • Kozik org pl
Odp: Z dziejów nożownictwa i nie tylko (różności)
« Odpowiedź #13 dnia: 10-12-2007, 11:46:02 »
niekoniecznie - tekst przeze mnie tłumaczony dotyczył NIEMIEC

W innych krajach Europy oba cechy: nożowników i mieczników mogły dogadywać się inaczej. Przypomniałem sobie, że Reinfuss wspominał w swojej książce "Kowalstwo Ludowe" o zatargach między ślusarzami a nożownikami - kiedy ci pierwsi zaczęli sobie noże wytwarzać.
Aby niewnożowani wstrętu do noża nie mieli, bandycki jeno w nim widząc atrybut. :)

Offline lancelot

  • Opinii: (0)
  • Użytkownik knives.pl
  • ***
  • Wiadomości: 306
  • Płeć: Mężczyzna
  • krola przepraszam, wiecej nie bede
Odp: Z dziejów nożownictwa i nie tylko (różności)
« Odpowiedź #14 dnia: 10-12-2007, 12:26:25 »
 W sluzbie prawdy sie odezwe przeczac tezie, ktora sam postawilem. Mieszczanstwo krakowskie mialo rodowod w duzej mierze niemiecki. Moze autor "Platnerzy krakowskich" sie myli? Nie pamietam czy poparl to stwierdzenie czymkolwiek. Jesli ktos dysponuje w. wym. publikacja, niech sprawdzi, nie bedziemy musieli czekac na moj powrot na lono Rzeczypospolitej.
kochanka moja jest karabin i klinga ukochanej szabli

Offline Ypoznan

  • Niemłody, niewykształcony, z wielkiego miasta
  • Redaktor
  • Opinii: (49)
  • *
  • Wiadomości: 10771
  • Płeć: Mężczyzna
  • WKMN, PSTNiBB
    • Navaja.pl
Odp: Z dziejów nożownictwa i nie tylko (różności)
« Odpowiedź #15 dnia: 11-02-2008, 21:32:55 »
Nóż w heraldyce

Nóż - jako ostre i tnące narzędzie pracy, a także groźna broń w potyczkach przy załatwianiu porachunków, symbolizuje sprawiedliwość,, czyn wojenny, niebezpieczeństwo ze strony nieprzyjaciół. Jest atrybutem św. Bartłomieja, odartego ze skóry tym narzędziem.  Jego figura ma przypominać właścicielowi herbu, że nie powinien nigdy się poddawać, lecz prowadzić walkę nawet na noże.

Dwa noże używane do prac w winnicy, otrzymane od mieszczan, przyjął do swego herbu biskup Ołomuńca, kard. Franciszek Dietrichstein jako aluzję do pracy w "Winnicy Pańskiej"

Paweł Dudziński "Alfabet heraldyczny"

« Ostatnia zmiana: 11-02-2008, 21:45:30 wysłana przez ypoznan »
Ponieważ "Ypoznan" w konwersacji brzmi tak jakoś bardzo oficjalnie, dopuszczam także: Januszku, Jasiu, Jachu i inne miłe określenia. ;) 
   

Offline aambeeld

  • Opinii: (26)
  • Mieszkaniec knives.pl
  • *****
  • Wiadomości: 5009
  • Płeć: Mężczyzna
  • Kozik org pl
Odp: Z dziejów nożownictwa i nie tylko (różności)
« Odpowiedź #16 dnia: 12-05-2009, 13:23:56 »
PRZENOSZĘ DO KNIFEMAKING - SZKODA, ŻEBY SIĘ MARNOWAŁ W NPO.

tak gwoli dyskusji kto pierwszy knifemaking w Polsce zaczął  ;P
Aby niewnożowani wstrętu do noża nie mieli, bandycki jeno w nim widząc atrybut. :)