Autor Wątek: Ostre starcie vol. 10 Kershaw Speedform vs. Speedform II  (Przeczytany 4848 razy)

0 użytkowników i 1 Gość przegląda ten wątek.

Offline Ypoznan

  • Niemłody, niewykształcony, z wielkiego miasta
  • Szef działu
  • Opinii: (61)
  • *
  • Wiadomości: 12530
  • Płeć: Mężczyzna
  • WKMN, PSTNiBB
    • Navaja.pl
Kershaw Speedform: I (3500) vs II (3550)

Autor: amper




Rok 2010 upłynął marce Kershaw, pod znakiem kilku ważnych wydarzeń. Jednym z nich była bez wątpienia luka projektowa, która po odejściu Kena Oniona wydała się fanom marki dość spora. Na szczęście team designerów i inżynierów doświadczonej firmy jest na tyle sprawny, że był w stanie zaprezentować kilka nowych, ciekawych stylistycznie i materiałowo modeli. Nie obyło się oczywiście bez potknięć czasowych w realizacji planów, jednak nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło.

Tematem tej recenzji, będą dwa noże: Speedform I (3500) oraz Speedform II (3550).
Na początek garść suchych danych technicznych obydwu sprzętów.

                 Speedform I    Speedform II
 Klinga:       86 mm            82 mm
Całość:       206 mm          187 mm
 Waga:       147 g             90 g

Speedform I, ukazał się na rynku jako pierwszy. I ukazał się nie byle jak, bo na dzień dobry dostał nagrodę "American Made Knife of the Year" na Blade Show 2010. Jak mawiają klasycy spod budy z piwem – musicie wybaczyć dosłowny cytat - „liczy się pierwsze pier***nięcie” ;)
O ile sama nagroda przyznawana jest w sposób wywołujący kontrowersje (vide: CRK Umnumzaan), to dodaje ona modelowi - że o producencie nie wspomnę – splendoru w nożowym światku, a i słupki sprzedaży też się powietrzem nie napędzają ;)



Trzeba przyznać, że Speedform po wzięciu do ręki, nie zawodzi. Grubaśne tytanowe, piaskowane okładziny ze stopu tytanu 6AL4V są eleganckie i dają wrażenie solidności. Ciekawym rozwiązaniem jest podłużny karb biegnący przez całą długość rękojeści, dodający monolitycznej bryle nieco lekkości i finezji. Jak wcześniej pisał mbieniek w swojej recenzji, profil rękojeści to „bękart Sebenzy i AFCK” – z czym po macaniu obu wspomnianych noży, zgadzam się w zupełności. W żadnym wypadku nie można tego poczytywać Speedformowi jako plamy na honorze, powiedziałbym, że jest to nawet powód do dumy. Koła nikt na nowo nie wymyśli, a korzystanie z klasycznych niczym prace Leonarda DaVinci wzorców, ujmą nie jest. Pozytywne wrażenie psuje nieco arcymasywna przekładka rękojeści zamocowana do niej 3 śrubami torx. Dodaje ona sporo masy do i tak nielekkiego noża, a i do jej spasowania w egzemplarzu który trafił w moje ręce mógłbym się nieco przyczepić. Nie ma tragedii, ale przy tej cenie, delikatne wystawanie jej poza obrys pozostawia pewien niedosyt.
Pozostałe elementy rękojeści są nudne aż do bólu w swej klasycznej formie. Ot mamy tu sporych rozmiarów oś główną, podkładki, stoppin i … koniec. Sporo kolorytu – co nie znaczy że funkcjonalności – dodaje klips, wycięty z jednego kawała tytanu i wkręcony w oś główną jedną małą śrubą torx. Wzbudził on we mnie ambiwalentne uczucia, którymi podzielę się w dalszej części recenzji.
Klinga, całkowicie schowana w rękojeści jest równie masywna i minimalistyczna w formie, co rękojeść. Do jej otwarcia służy obustronny kołek – niestety tak podobny do tych stosowanych w mniej ekskluzywnych, nielimitowanych i tańszych modelach pokroju Blura czy Zinga. Nie sposób odmówić mu funkcjonalności, jednak – znów – przy tej cenie oczekiwałem czegoś bardziej wysublimowanego. Tak, czepiam się ;) Wróćmy jednak do tego co najciekawsze, czyli do rysunku klingi i zastosowanych materiałów. O ile forma nie jest może zbyt nowatorska, o tyle proporcje są całkiem smaczne dla każdego nożofila. Klinga jest niska, smukła i równie elegancka co rękojeść. Częściowy, płaski szlif sięga mniej więcej do 2/3 wysokości klingi, a grzbiet stanowi - do około połowy - fałszywe ostrze, nadające lekkości grubej na prawie 4 mm klindze. Największym smaczkiem są oczywiście zastosowane materiały. Ostrze to lansowany przez Kershawa „composite blade”, czyli w dużym uproszczeniu „ostrze kompozytowe”. Termin ten nie jest może zbyt trafny po przełożeniu na język polski, jednak w pełni oddaje zamysł twórców. Górna część klingi to proszkowa stal wprost z huty Crucible, CPM-D2. Dolna to nowość w nożowym światku – ELMAX z huty Uddeholm. Całość jest połączona twardym lutem na bazie miedzi, co sprawia, że klinga przy cięciu nie zamieni nam noża w wersję „do samodzielnego montażu” ;)







Przejdźmy teraz do młodszego i mniejszego brata – Speedforma II.
Na fali dobrego przyjęcia „większego brata”, Kershaw postanowił pójść za ciosem i wypuścił mniejszą, tańszą, a co za tym idzie bardziej przystępną dla przeciętnego nożoholika wersję. Lubujący się w tytanie i wymyślnych technologiach mogą poczuć się zawiedzeni. To po prostu zwyczajny nóż składany ;)
Na stalowy szkielet rękojeści naciągnięto okładki ze znanego i lubianego tworzywa G10. Żeby nie było jednak tak do końca nudno, nadano mu trójwymiarową formę – tą samą którą znajdziemy w większym modelu. Pozostał również charakterystyczny grzebień, ciągnący się przez całą rękojeść. Na osłodę dodano ciekawą fakturę, na której gra światła tworzy ciekawy wzór, na pierwszy rzut oka sprawiający wrażenie, że rękojeść nie jest z G10 a z włókna węglowego. W porównaniu do modelu 3500, zastosowana blokada to liner-lock, niewyróżniający się niczym szczególnym. Klips… hm… z jednej strony cieszy możliwość jego przekładania w 3 pozycje, z drugiej – smucą charakterystyczne „nadlewki” na rękojeści do których się go mocuje z i sam rysunek klipsa, stosowanego również w … budżetowych modeli pokroju Zinga. Cóż, nie ma nic za darmo. Albo przystępna cena, albo indywidualne i ciekawe rozwiązania..
Klinga to klon większego brata – ten sam kołek, ten sam profil, brakuje tylko kompozytowej klingi. Nie ma co jednak płakać, bo brak kompozytu wynagrodzono klingą z litego Elmaxu. Na osłodę po brakującym kompozycie, klingę wykończono dwojako: szlif główny jest piaskowany, natomiast część nim nie będąca przyozdobiona jest wzdłużnym satynowaniem. Wygląda to ładnie i przy relatywnie niskiej cenie po prostu cieszy.

*Ergonomia
Duży Speedform to relatywnie spory, ciężki nóż. Rękojeść jest wystarczająco obszerna i wygodna nawet dla osób o dość sporych dłoniach. Mimo dobrego wypełniania dłoni, rękojeści brakuje jakiejkolwiek faktury antypoślizgowej. Nie sprawia to problemów do momentu, gdy dłoń nie jest mokra czy tłusta. Owszem – podcięcie minimalizuje nieco ten efekt, jednak nie można tu mówić o jakimś dramatycznym wpływie na trakcję. Plusem jest to, że wewnętrzne krawędzie rękojeści nie wpijają się nawet w mocnym chwycie. Sporo zależy tu od anatomii dłoni trzymającej nóż osoby. Ci o naprawdę dużych i pulchnych dłoniach mogą odczuwać w pewnych chwytach dyskomfort spowodowany zawiasem blokady. W tym miejscu wybrano wyjątkowo dużo materiału, prawdopodobnie dla lżejszego działania frame’a, zostawiając około 1mm tytanu. Żeby nie było, że mówię tylko o stronach negatywnych – jest i pozytyw. Pierwszy raz widzę w nożu produkcyjnym tak cieniutkie wycięcia wokół liska framelocka – wygląda bardzo ładnie i nie wpływa w najmniejszym stopniu na działanie blokady
Klips. Ładny jest, to trzeba przyznać. Przykręcony jednym torxem do wydrążonej osi głównej wygląda bardzo elegancko. Na tym jednak jego zalety się kończą. Po pierwsze – nie można go przekładać, a że Speedform nie należy do najmniejszych noży, przy wąskich kieszeniach i ustawieniu klipsa tip-down, można sobie podrapać dłoń o ostry kołek. Po drugie – nie można go przekładać. Po trzecie – jest sztywny, co przy grubym materiale spodni sprawia, że wkładanie nie należy do najlepszych. Ostatnią wadą jest – w moim odczuciu – takie sobie trzymanie niemałego i nielekkiego noża w kieszeni.
W przypadku małego Speedforma również nie ustrzeżono się kilku wad. Pierwszą i najważniejszą wadą jest… wielkość. Brakuje czegoś pośredniego między wersją dużą i małą. Trochę szkoda, bo w małym Speedformie najbardziej brakuje mi nieco więcej podparcia pod małym palcem. Opadający w kierunku dupki grzbiet sprawia, że przy dłuższym i cięższym cięciu, brak podparcia męczy dłoń. Na osłodę mogę powiedzieć, że faktura rękojeści – mimo iż wydaje się że jej nie ma – działa. Owszem, w rybim śluzie nóż nieco pływa ale w takich warunkach nie pływają jedynie rękojeści o fakturze pilnika do metalu, więc nie ma się co czepiać :). W obu nożach brakuje mi chociaż śladowej ilości ramp czy nacięć – pozwoliłoby to na nieco lepszą kontrolę rękojeści i kling w trudniejszych warunkach.
W kieszeni mały Speedform wyprzedza większego brata w kategorii EDC. Z racji mniejszej masy nosi się go zdecydowanie wygodniej. Dodatkowe miejsca mocowania klipsa również są nie bez znaczenia przy dostosowywaniu noża do swoich potrzeb. Kołek – proporcjonalnie mniejszy, niestety nadal drapie w dłoń przy ustawieniu tip-down. Przy okazji – klips również nie przepada za grubymi spodniami. Kto chodzi np. w M65, powinien podgiąć go sobie wg własnych potrzeb. Standardowe wygięcie przy grubych kieszeniach ma pewną wadę – końcówka klipsa bardzo odstaje i łatwo nią o coś zahaczyć. Lakier na aucie na pewno nie będzie nas lubił gdy będziemy się przeciskać do drzwi na zatłoczonym parkingu.



 



*Mechanika
Typowo kershawowska: płynnie, bez zgrzytów, bez zacięć. Klingi w obu są ładnie wycentrowane, nic nie ociera i nie obija się we wnętrzu rękojeści. Otwieranie jest łatwe, wygodne i przyjemne. Osobnikom o delikatnych opuszkach palców, po kilkudziesięciu otwarciach prawdopodobnie nieco ucierpi skóra na kciuku od ostrych kołków, ale niestety taki jest ich urok. Blokady zapadają w obu do mniej-więcej 1/3 szerokości tanga, więc zapas jest wystarczający na zużycie się w trakcie kilku lat normalnego użytkowania. Odblokowywanie również nie sprawia większych problemów, mimo że listkom blokad brak jakiegokolwiek karbowania. Czy muszę pisać, że luzów na osi nie stwierdziłem w obu egzemplarzach? Chyba nie ;)

*Klinga
Mimo całej mojej sympatii do marki, muszę przyznać się do niechęci, jeśli chodzi o profil kling. Drop-pointy o smukłej linii z długim fałszywym ostrzem nie są moją ulubioną formą noża użytkowego. Nie ma jednak co narzekać – nóż ma ciąć i przebijać, a z tego oba modele wywiązują się co najmniej dobrze.
Duży Speedform z kompozytową klingą niestety nie powala geometrią. Grubość blanka jest spora – około 4 mm. Szlif sięga do 2/3 jej wysokości, więc nie jest to typowa brzytwa. Dobrze, że chociaż KT jest dość cienka i równo wyprowadzona. Taka geometria sprawdza się w cięciu do momentu, gdy materiał nie jest zbyt gruby lub oporny. Cięcie grubej tektury, czy żółtego sera jest czynnością nieco upierdliwą, właśnie z racji geometrii klingi. Na szczęście przy czubku jej grubość spada na tyle, że można komfortowo wykonywać bardziej precyzyjne prace.
Mały Speedform – jak wcześniej wspomniałem – jest klonem większego brata. Klinga ma ten sam rysunek, jednak dzięki mniejszej grubości klingi – w cięciu sprawdza się znacznie lepiej. Tam gdzie większy brat zaczyna się klinować, mniejszy nadal daje radę z cięciem. Dzięki mniejszemu rozmiarowi klingi, operowanie nim w miejscach trudno dostępnych jest wygodniejsze niż większym bratem. Niestety – coś za coś. O ile krojenie bułek większym Speedformem jest przyjemne i łatwe, o tyle ta sama czynność mniejszym bratem jest już średnio wygodna. Niestety – egzemplarz który trafił mi się na test, miał krawędź tnącą spapraną bardzo dużym kątem ostrzenia. Nie przeprofilowywałem go, bo nóż miał wrócić do dystrybutora w stanie w miarę niepogorszonym, a przeprofilowanie wiązałoby się z zebraniem sporej ilości materiału. W każdym razie – kat wahał się między 25-30 stopni na stronę, co dość znacznie pogarszało właściwości tnące.

*Stal
Hasło: Elmax
Cytując: http://zknives.com/knives/steels/elmax.shtml

Analizę składu stali zostawię kalemu i melonowi, niech się nad tym rozwodzą godzinami :)
Mi wystarczy tylko fakt, że po kilkunastu dniach dość intensywnego używania, krawędzie tnące nie zmieniły swoich kształtów. W pracy pociąłem nimi kilka kartonów, plastikowych taśm i kilometry folii. W kuchni pracowały przy przyrządzaniu kanapek i obiadów.
Po pracach kuchennych nie zauważyłem praktycznie żadnego spadku ostrości. Oba nadal były zdolne golić włosy z przedramienia i przerabiać kartki na konfetti. Mimo dwudniowego leżakowania w zlewie (dziękuje Małżonce – jest niezawodna :)), nie zauważyłem śladu powierzchniowej korozji. Tektura, folia i plastikowe taśmy spowodowały, że ostrość spadła z „golenie włosów z dzwiękiem pop-pop” do „golenie włosów z trudem”. Mały Speedform nabawił się wybłyszczenia na KT tuż przy czubku, po tym jak Małżonka postanowiła ciąć mięsko bezpośrednio w szklanym naczyniu. Po dwóch minutach pracy na trianglu, wybłyszczenie zniknęło. Jeśli miałbym porównać ostrzenie Elmaxu do czegoś znanego – najbliżej jest jej do S30V od Benchmade. Znaczy: ostrzy się dość trudno, ale jest to wykonalne. Czuć w czasie jeżdżenia po kamieniu, że stali raczej bliżej do 60, niż do 50 HRC.

*Konkluzje
Który z omawianych noży bym wybrał? Żaden :D
Duży Speedfrom jest dla mnie za śliski, ciut za duży i przede wszystkim – za drogi. Poza tym nie lubię framelocków.
Mały jest z kolei za mały.
Gdyby powstała wersja ciut mniejsza od dużego, lub tej samej wielkości co duży, ale z rękojeścią z G10 lub aluminium – kupiłbym dla samej chęci posiadania :)

Zapraszam do dyskusji:
http://www.knives.pl/forum/index.php/topic,108081.0.html
« Ostatnia zmiana: 02-03-2011, 19:36:07 wysłana przez Ypoznan »
Ponieważ "Ypoznan" w konwersacji brzmi tak jakoś bardzo oficjalnie, dopuszczam także: Januszku, Jasiu, Jachu i inne miłe określenia. ;)

http://www.navaja.pl/