Autor Wątek: Noże MediaJet  (Przeczytany 9482 razy)

0 użytkowników i 1 Gość przegląda ten wątek.

Offline rotpin

  • Moderator
  • Opinii: (129)
  • *
  • Wiadomości: 2566
  • Płeć: Mężczyzna
Noże MediaJet
« dnia: 24-09-2013, 17:41:22 »
Dzięki uprzejmości firmy MediaJet miałem okazję przyjrzeć się z bliska dwóm nożom z Państwa Środka. Początkowo miałem spore opory i mocno się wahałem czy warto tracić czas i zajmować się „chińszczyzną” ale z czasem jak śnieg zaczął topnieć za oknem  moje sceptyczne nastawienie zaczęło maleć. Do dyspozycji dostałem dwa noże terenowe. Pierwszy mały w stylu hunterka i drugi potężny terenowiec do zadań obozowych.

Noże które do mnie dotarły były już używane a znając forumowego Blachę (który to z racji pracy w Mediajet namówił mnie na recenzję) to mocno nadużywane ;) Ten fakt miał też spory wpływ na pierwsze wrażenie. No cóż, noże były dość mocno eksploatowane a i ich wygląd nie był zanadto atrakcyjny.



Duży to bowie w stylu japońskim stal za Mediajet węglówka AISI 1060 - (ok 57-58 HRC - Melonowe pilniki potwierdzają)
Skład stali za stroną http://www.steel0.com/AISI_1060.htm
C -   0.55-0.65
Mn-  0.60-0.90
P -    0.04 (max)
S -    0.05 (max)



Mały z laminat z damastowymi okładkami. Rdzeń z T10 a płazy AISI 1060 carbon steel, AISI 1020steel rdzeń przy krawędzi ma twardość ok 60 hRC
http://www.steel-grades.com/Steel-grades/Tool-steel-Hard-alloy/t10.html
C(%) 0.95~1.04
Si(%) ≤0.35
Mn(%) ≤0.40
P(%) ≤0.035
S(%) ≤0.030

http://www.steel0.com/AISI_1020.htm
C -    0.18-0.23
Mn -  0.30-0.60
P -     0.04 (max)
S -     0.05 (max)

Noże wykonane ze stali chińskich, niezbyt często u nas spotykanych. W sieci pisze się o tych stalach głównie przy okazji mieczy czy katan. Niewiele znalazłem odnośnie użycia tej stali na noże.

„Duży”


Już na pierwszy rzut oka widać, że „Duży” jest inspirowany japońskimi nożami Kanetsune.  Głownia o profilu clip point grubości 6,2mm wg mojej suwmiarki, długości 185mm z czego 170mm przypada na krawędź tnącą, wysokości 35mm, grubość nad KT 2,2mm !!! Krawędź tnąca nie rozpoczyna się z końcem rękojeści tylko poprzedza ją coś pośredniego między choilem a notchem. Na choila trochę za małe, palec normalnego faceta się nie mieści i jest spore ryzyko skaleczenia. Na notcha z kolei znacznie za duże. Za to ułatwia ostrzenie od samego początku KT. Na grzbiecie przy czubku noża ośmio- centymetrowa fałszywka. Niby nie ostra ale wystarczy kilkanaście razy pociągnąć na kamieniu i będzie można się nią zaciąć. Poprawia parametry penetracyjne noża i zdecydowanie podnosi jego wizualną atrakcyjność.



Nie wiem jaki był w oryginale szlif KT ale w nożu który otrzymałem jest zdecydowanie convex

Na płazach rzucają się w oczy ślady po kuciu maszynowym, taki brut de forge dla uboższych. Ślady te mają nadawać klimat rękodzieła nożowi i poniekąd tak jest. Wygląda to nawet fajnie ale moim zdaniem jest zupełnie niepotrzebne a dodatkowo niepraktyczne. Co prawda raczej tym nożem kanapek pasztetem smarować się nie będzie ale przy cięższej pracy po utytłaniu głowni czy to w błocie, śluzie, krwi, ziemi czy nawet trocinach okazuje się że czyszczenie nie jest takie proste a nawet w sporadycznych przypadkach wymagać będzie szczoteczki.

Kolejny smaczek wizualny to zbrocze. Przy niewielkiej długości głowni raczej nie wpływa znacząco na sztywność i udarność tejże a i niewielkie jego rozmiary też noża zbytnio nie odciążają. Bardziej przeszkadza bo w szczelinę włażą różne paprochy.

Szlify jak to w chińskich produkcjach zwykle bywa równiutkie :) , wyjście szlifu symetryczne, czubek mocarny choć tą mocarność zweryfikowało później życie. Wyważony na głownię, tak jak w rębaczach być powinno, środek ciężkości przypada na początek krawędzi tnącej.



Rękojeść z bliżej mi nieznanego drewna, bejcowana, o przekroju owalnym rozszerzająca się ku tyłowi.



Rozpoczyna się stalowym pierścieniem który przy okazji spełnia funkcję jelca.



Tang niestety dość krótki, sięga bowiem jedynie do połowy rękojeści. Mocowany jest do niej za pomocą dwóch pinów.



Osadzenie tanga w rękojeści nie jest idealne i to w trójnasób. Po pierwsze i drugie lekko niesymetryczne. Raz że głownia minimalnie ucieka w lewo patrząc od tyłu na całość noża a po drugie istnieje brak symetrii na lini klinga –jelec - grzebień na rękojeści. 



Nie jest to może poważna wada, nie wpływa na komfort czy bezpieczeństwo pracy a żeby ją wychwycić trzeba się dobrze przypatrzyć. I po trzecie pomiędzy drewnem a trzpieniem widoczne są niewielkie szczeliny. Spasowanie tanga nie jest perfekcyjne.



Nie stanowi to dużego problemu ponieważ można ten styk uszczelnić czy to za pomocą żywicy czy też jak to kiedyś zrobiłem z nożem Helle Eggen za pomocą sylikonu (dość kontrowersyjne posunięcie ale działające). Dodatkowo trzeba nadmienić, że powierzchnia drewna przy wejściu tanga w rękojeść nie jest poryta żadną warstwą ochronną. Wygląda na surowe drewno. Tak więc owa żywica do uszczelnienia będzie dobrym pomysłem.



Powierzchnia rękojeści jest gładka ale bejca ma przyjemnie chropowatą fakturę co w efekcie daje  pewny chwyt. Ogólnie rzecz biorąc pod kątem ergonomii jest bardzo dobrze. W większości chwytów rzekłbym idealnie. W końcu trudno o lepszą ergonomię niż ma młotek ;)





Pochwa hmmm pochwa. Jak w oryginałach japońskich drewniana tzn nie mam pewności czy to jest czyste drewno czy laminat w postaci sklejki. Załóżmy że drewniana.



Ma postać pudełka z otworem na głownię od góry, na dolnej powierzchni otwór odprowadzający wilgoć. Od zewnątrz pomalowana bejcą, od środka niczym widocznym nie zabezpieczona. Materiał dość miękki przy mocniejszym wbiciu paznokcia pozostaje na nim ślad.
Dzięki łukowatej wstawce w górnej jej części  jest możliwość podpięcia uprzęży (umownie powiedzmy żabki) pozwalającej na jej troczenie. Wykonana z materiału skóropodobnego. Składa się z trzech pasków z zapięciem (z czego dwa trzymają pochewkę a ostatni utrzymuje nóż w pochwie) oraz ze szlufki  pozwalającej od biedy wcisnąć weń 7cm pasek. Całość nie szyta a jedynie nitowana. Jest nierówna, wykonana niedbale ale o dziwo spełnia swoją funkcję. Trzyma pewnie pochewkę przy pasie a i sam nóż nie licząc klekotania wynikającego z luzów siedzi bez zastrzeżeń.






Nie do końca wiem jak się do niej ustosunkować. Na pewno jest i spełnia swoje zadanie, tzn pozwala na przytroczenia noża do pasa i bezpieczne dla użytkownika jego przenoszenie. I to są jej główne zalety. Wad jest więcej. Jest brzydka, niestarannie wykonana (zwłaszcza żabka), ciężka, nóż w niej klekocze no i obija boleśnie udo podczas chodzenia.



Jak wiadomo powszechnie nóż służy do cięcia i jest to prawdziwą prawda zwłaszcza w odniesieniu do małego. Duży to już inna bajka. Oczywiście ciąć tnie ale to nie jego domena.
Jego przeznaczeniem jest szeroko pojęta rozpierducha. Wielkość, masa, wyważenie predysponują go do celów związanych z szeroko pojętym zniszczeniem. Rąbanie, rozłupywanie, podważanie to cel i sens jego istnienia. I w tym całkowicie się spełnia. Przynajmniej w większości.

Gruba, siekierowata krawędź tnąca idealnie sprawdza się przy łupaniu i batonowaniu. Jeśli tylko nóż wgryzie się KT w polano drewna to przy każdym kolejnym podbiciu bezproblemowo wnika głębiej aż do rozłupania pniaka. Długość głowni pozwala na batonowanie pieńków o naprawdę pokaźnych rozmiarach.




Wydawałoby się że rąbanie to to do czego nóż został stworzony. I tak jest w istocie. Raz , że „sconvexowana” gruba KT do złudzenia przypomina siekierę z marketu budowlanego. I to nie finezyjnego turystycznego Fiskarsa z cienką i jak na tego typu narzędzie delikatną krawędzią tnącą a raczej topornego 1,5-2kg Romanika takiego co to ciężkiej pracy się nie boi i jest nie do zaje...rąbania. A dwa, to duża masa noża ze środkiem ciężkości przesuniętym na głownie.



Wszystko wygląda cacy. Efekt nieco psuje podczas pracy rękojeść. Po pierwsze, brakuje możliwości przewleczenia linki w celu zablokowania noża w dłoni. Przy rąbaniu ze względów bezpieczeństwa jest to moim zdaniem wskazane. Druga sprawa to, że wygodna przy cięciu rękojeść podczas rąbania bez rękawiczek staje się znacznie mniej komfortowa. Przy silnym uderzaniu nóż ma tendencję do przesuwania się w ręku i dłoń zsuwa się na samą końcówkę noża a tu nieprzyjemnie wbija się w nią grzebień na dole rękojeści.





Chcąc sprawdzić wytrzymałość KT na wykruszenia pokusiłem się o próbę pocięcia gwoździ. Znalazłem kilka największych w mojej skrzynce warsztatowej, położyłem na desce i z przyłożenia uderzając młotkiem w grzbiet noża podjąłem próbę ich przecięcia. Z mizernym skutkiem ponieważ gwoździe wbijały się w drewno i wyginały.



Podłożyłem zatem gwóźdź nie na dechę a płaz siekierki. Teraz odniosłem sukces. Fragmenty gwoździ latały po całym podjeździe garażowym. Do tej pory kilku kawałków nie udało się odnaleźć. Mimo początkowych obaw KT nie wykruszyła się ani nie zawinęła (na zdjęciu to refleksy świetlne)




Rzucanie. Nie umiem bo nie lubię albo raczej nie lubię bo nie umiem. W każdym bądź razie ciągle mijając na leśnych spacerach z psem starą klika lat temu złamaną brzozę spróbowałem. Efekty żałosne ale pod kątem testów bardzo interesujące. Wykonałem 20 rzutów, z tego hmmm 5% było udanych 
(5% lepie brzmi niż 1 celny wbity w drewno rzut  ;)) W większości trafiałem czy to głownią czy to rękojeścią, kilka razy oddalona o 10kroków brzoza zdołała się uchylić. Suma summarum ani rękojeść ani czubek nie ucierpiały choć jak to newbie miotacz waliłem co sił.



Mniej szczęścia miał czubek przy wbijaniu i wyłamywaniu. Być może tu sam zawiniłem wybierając stary mocno wilgotny pieniek po ściętym buku. Początkowo nic nie zwiastowało problemów. Spokojnie używając całej siły nóż wbijał się na dobrze ponad 10mm i tak kilkanaście razy. Aż tu nagle wbijam, wyłamuję i amputacja. Prawie 3mm czubka zostało w pniaku. Zdziwiło mnie to. Czubek wyglądał solidnie, nawet bardzo i mimo wbijania na dobre 10-15mm odłamał się tylko niewielki fragment. Najprawdopodobniej rzucanie mocno nadwyrężyło stal w tym miejscu.




Nic to, stało się trzeba naprawić. Osełka z marketu za 5PLN. Czas pracy 10 min. Nie jest oczywiście idealnie ale ... czubek odtworzony.



Po tym incydencie wróciłem do rzeczonego pniaka i znów zacząłem nóż wbijać i wyłamywać na boki. Moc wbijania ustawiona na maximum i teraz czubek mimo lekkiego drżenia serca  bezproblemowo wytrzymał.



Okopywanie. Nóż spory, głownia o sensownej szerokości to i kopania w ziemi spróbowałem. Najpierw wycięcie darni 40*40cm na głębokość głowni, potem jeszcze trochę w niej pogrzebałem, klinga służyła za łopatkę do wygarniania ziemi z dołka. Całkiem wygodnie, ostrości dramatycznie nie stracił, nóż nadal spokojnie strugał patyki. Jedynym problemem było doczyszczenie z ziemi. Paskudnie bowiem weszła w zagłębienia po młotkowaniu i ciężko bez wody i/lub szczotki było ją usunąć.





Trzymanie ostrości. Standardowo, jak w przypadku innych testowanych przeze mnie noży, w ruch poszły kartony. I to była mordęga. Krawędź tnąca jakiej nie powstydziła by się siekiera plus 6mm grubości w grzbiecie to nie jest wdzięczny obiekt tego typu testów. Trzeba było przyłożyć sporo siły żeby wgryźć się w karton i jeszcze więcej powera aby go przeciąć. I tak raz po razie wykonałem dobre kilkadziesiąt może więcej cięć. Wnioski? Nóż na kartonie tępi się szybko. Niecałe półtorej pudełka z dwuwarstwowej tektury +/- 60*40*20 pokonało krawędź tnącą. Nóż naostrzony do poziomu płynnego cięcia kartki papieru po poszatkowaniu pudeł wymagał ostrzenia ponieważ papieru nie był już w stanie ciąć.  Jeśli miałbym porównywać to tempo tępienia jest zbliżone (może nieco poniżej) do stali z Mory. To moim zdaniem jak na terenowca, nastawionego bardziej na rąbanie bardzo przyzwoity wynik.

I tu przechodzimy do bardzo przyjemnej części. Ostrzenia :) Tu uwaga dalszą część czytać mogą jedynie pełnoletni i to po 22.00 ;P Zatem jeśli relaksacyjne ostrzenie dajmy na to AUS8 od ColdSteela porównamy do picia zimnego browca a D2 od Benchmade do sączenia przyzwoitego wina to ostrzenie chińskiej 1060 jedynie do szybkiej sety i to nawet bez meduzy ;) Na zwykłym wspomnianym już marketowym kamieniu za 5PLN wystarczy zrobić 3serie po 20 pociągnięć na każdą stronę aby mocno stępiony nóż zaczął ciąć papier a nawet z oporami zaczął golić. Niewiarygodne ?! A jednak. Jest to olbrzymia zaleta jeśli musimy szybko i często ostrzyć nóż. A mając na uwadze przeznaczenie noża z takimi sytuacjami posiadacz będzie miał często do czynienia.

Kolejna sprawa związana z eksploatacją noża w terenie to odporność na korozję. Patrząc na skład stali: trochę węgla jest, chromu brak to rdzewieć nóż powinien całkiem szybko. A jak jest w istocie pokazuje kilka zdjęć zrobionych w ciągu sześciu godzin prób „zardzewienia” noża.  Do testu użyłem wacików nasączonych od lewej wodą, słoną wodą (z dodatkiem NaCl), i soku z cytryny. Jak widać już po godzinie są  ślady na płazach noża, najwyraźniejsze po cytrynie. Po kolejnych godzinach coraz  mocniejsze.









Po 6h wyczyściłem nóż gąbką proszkiem do czyszczenia w wyniku czego zmiany znikły (efekty widać :) ) Wnioski. Nic odkrywczego. Stal koroduje ale nawet jeśli zapuścimy nóż bez problemu używając proszku ściernego i gąbki doprowadzimy go do stanu pierwotnego.



Prace w kuchni praktycznie pominąłem. Owszem spróbowałem obrać ziemniaka, dało się. Tak samo da się pokroić mięso czy „urżnąć” pajdę chleba. Ale to tylko w ramach samoukarania. Cebula na sam widok spie... tj  ucieka sama z deski, jak nie zdąży uciec to jest rozpierdzielona dookoła. Taka krawędź tnąca potrafi z twardych warzyw zrobić miazgę.


„Mały”



To klasyczny, zgrabny hunterek. Wykonany z damastu (dla purystów dziwera), na płazach kanapka ze stali AISI 1060/1020 i srodku rdzeń ze stali T10. Głownia jak przystało na hunerka o profilu drop point długości 125mm z czego 8mm przypada na ricasso. Ma 29mm wysokości  i 3,8mm grubości w grzbiecie. Na głowni szlif niepełny wklęsły robiony na dużym kole. Krawędź tnąca grubo za gruba, ma bowiem 1,1mm tuż nad szlifem KT.



Wzór damastu dość wyraźny, miejscowo zaczyna zanikać i wymaga podtrawienia. Warstwy dobrze zgrzane, nie widać gołym okiem żadnych skaz a pod palcem jest idealnie gładko. Całość moim zdaniem psują podobnie jak w dużym ślady po maszynowym kuciu. Mogą się oczywiście podobać ale są niepraktyczne. Trudno utrzymać nóż w czystości, a że jest to nóż mocno uniwersalny wykorzystywany tak w terenie jak i kuchni, trudno go doczyścić i stosunkowo szybko w zagłębieniach powstały rude naloty. Wyjście szlifu zupełnie nie jak w chińskim nożu. Skopane jak w wielu uznanych produkcjach amerykańskich ;)



Poza nierównym wyjściem lekko irytujący jest też ząbek rozpoczynający krawędź tnącą.



Sam szlif krawędzi tnącej lekko niesymetryczny poszerzający się przy brzuszku i czubku noża. Patrząc od strony grzbietu da się też zauważyć nieznaczny brak symetrii w miejscu końcówki szlifu wklęsłego. Nóż przyszedł do mnie używany więc nie wiem czy od nowości z jednej strony grzbiet był kanciasty z drugiej lekko zaoblony, czy to efekt pracy nożem.
Czubek mocny, nawet bardzo, tuż przy końcu ma blisko 2mm grubości.
Głownia podobnie jak w Dużym wykazuje lekką „nieosiowość” wzgledem rękojeści, brak też idealnego wycentrowania na linii krawędź tnąca-jelec-rozszerzenie na końcu rękojeści. W niczym to oczywiście nie przeszkadza ale jest i dla perfekcjonistów może powodować dyskomfort psychiczny ;)

Wyważony neutralnie, środek ciężkości przypada na na jelec.

Rękojeść wykonana z jednego kawałka drewna, prosta, owalna. Nie wiem jakiego gatunku jest drewno ale na pewno jest twarde, paznokieć nie zostawia na rękojeści śladu. Od głowni oddziela ją stalowy bolster będący jednocześnie jelcem.



Tang osadzony jest w rękojeści na ok 7cm i jest mocowany dwoma pinami.



W opisywanym nożu piny lekko wystają ponad powierzchnię chwytu. Być może to efekt rozsychania drewna a być może po stało się tak (wg informacji od Blachy) po intensywnym rzucaniu do celu. Tak samo było w Dużym i tu pomogło lekkie sklepanie pinów z obu stron.



Spasowanie bolstera z głownią ujdzie, widoczna tylko jedna kilkumilimetrowej długości szczelina. Nico gorzej jest na styku drewno-bolster. Tu na praktycznie całym obwodzie widoczna jest półmilimetrowa szczelina.





Rękojeść jest duża o przekroju owalnym z rozszerzającym się tyłem, 11cm w najdłuższej części, i bardzo wygodnie leży praktycznie w każdej dłoni niezależnie od chwytu.  Rozszerzenie na końcu rękojeści zwiększa pewność chwytu i minimalizuje możliwość wyśliźnięcia się noża z dłoni. Niezależnie od tego czy mamy dłoń mokrą czy uwaloną inna materią nóż nie wykazuje tendencji do pływania w ręku . Ergonomia rękojeści to mocny punkt „Małego”





Zwolennicy otworów w rękojeści będą pewnie zawiedzeni niemożnością przewleczenia linki chociaż moim zdaniem w małym nożu nie jest to aż tak niezbędne i mnie osobiście nie przeszkadzało.

Pochewka. Całkiem funkcjonalna, przypomina tę dostępną w BM Rant. Wykonana z materiału skóropodobnego zafarbowanego na brązowo. Szwy wyraźnie maszynowe, równe ale niestety nie są zagłębione w skórze, co może skutkować w konsekwencji ich przetarciem. Głownia wchodzi w pochewkę aż do jelca, nad nim znajduje się pasek z napem do zabezpieczenia przed wypadnięciem. Po zapięciu owego paska daje się zauważyć ok 1cm luz i możliwy ruch noża w płaszczyźnie pionowej ale nie ma możliwości aby nóż mógł się z pochewki wysunąć.






Z drugiej strony pochewki mamy szlufkę przez którą możemy przewlec pas do 6cm szerokości. Tak szlufka jak i pasek nie są przyszyte do skóry a jedynie nitowane. Cóż, szybciej i taniej ;P Generalnie pochewka bez wodotrysków,  szału nie robi, nie jest piękna ale spełnia swoje zadanie. Bezpiecznie i komfortowo możemy nóż nosić przy pasie. W dodatku tak jak lubię, pochewka ani nie dynda zbyt nisko na udzie ani nie wbija się w żebra.



Trzymanie ostrości sprawdziłem na kartonie. Różnica w cięciu pomiędzy „Małym” a  „Dużym” jak łatwo się domyśleć była kolosalna, mimo grubej krawędzi tnącej i wklęsłego szlifu stwarzającego spory opór przy cięciu tektury. Tutaj rękojeść rekompensowała cały wysiłek włożony w poszatkowanie pudeł na plasterki. Bardzo wygodna, nic nie uwiera, nóż siedzi jak w dłoni jak przyspawany a dłoń w zasadzie zupełnie się nie męczy podczas pracy. Normalnie ideał. Co do trzymania ostrości to moim zdaniem średnio, nóż stępił się do poziomu szarpania kartki papieru po pocięciu nieco ponad dwóch pudełkach (pudła rozmiarów jak w przypadku dużego).



Ostrzenie. Wedle informacji od Mediajet „Mały” jest zahartowany dość wysoko, bo na 60HRC.
I fakt ostrzy się nieco ciężej niż „Duży” ale przy tak wysokiej twardości spodziewałem się większego wyzwania podczas ostrzenia. Początkowo ostrzyłem nóż na systemie Taidei, kąt już był jak trzeba (20' na stronę) to ostrzenie było szybkie i przyjemne. Zupełnie nie czuć 60HRC, przynajmniej w porównaniu do D2 od Benchmade. Później poszedłem krok dalej, skoro pręty od systemu bez problemu dawały sobie radę z ostrzeniem to i tania ostrzałka powinna sobie poradzić. Osełka ta sama którą ostrzyłem większego brata, czyli marketowiec za 5 zeta. I tu uwaga od stępienia do poziomu darcia kartki papieru do naostrzenia (poziom golenia z lekkimi oporami) wymagał nie więcej niż 80-100 pociągnięć z ręki. Byłem tym lekko zdziwiony i bardzo miło zaskoczony.



Struganie. Tu porwałem się trochę z motyką na słońce. Wybrałem kawałek drewna kominkowego, kupionego w 2011roku a i już w momencie zakupu było sezonowane. Do tego po odłupaniu kawałka poleżało kilka miesięcy pod kominkiem w domu. Efekt – suche na wiór. Trochę z przekory wiedząc jak praca będzie wyglądała zabrałem się do dzieła. Jak wiadomo powszechnie do drewna najlepszy jest szlif skandynawski na zero. Najlepiej wtedy się ostrze wgryza w materiał. W „Małym” mamy szlif wklęsły więc nie najlepszy do tego typu czynności ale w gruncie rzeczy to nie on sprawił, że struganie było wyjątkowo męczące. To gruba krawędź tnąca, niesłychanie opornie wgryzająca się w suche drewno. Poddałem się po kilku cięciach. Z drewnem mokrym jest trochę lepiej, nie jest takie ścisłe i nóż odrobinę łatwiej wnika w cięty materiał. Ale i tak jest ciężko. Zdecydowanie praca w drewnie to nie jego domena. Na pochwałę zasługuję tu rękojeść. Bardzo wygodna, nie spowodowała żadnego odcisku ani obtarcia.



Wbijanie. Czubek niby mocny ale po przejściach z „Dużym” podszedłem do tej próby z pewną dozą nieśmiałości ;) Początkowo, lekko, potem coraz mocniej i w końcu z całych sił wbijałem nóż w podobny pieniek co większego brata i wyłamywałem na boki. Nic się nie stało i czubek przeżył, odniosłem jedynie wrażenie, że lekko się wygiął.



Podobnie bez najmniejszych problemów wytrzymał tak czubek jak i krawędź tnąca podczas wbijania i otwierania puszek.



Kuchnia. Tuaj „Mały” spisywał się przyzwoicie. Najlepiej spisywał się przy mięsie ale i z warzywami dawał sobie nieźle radę. Cebulę bez problemu można było pociąć w cieniutkie piórka, obrać ziemniaki a potem i je rozłupać na kawałki ;) Smarowanie - tak sobie. Nie do końca dawało się rozsmarować wszystko z wklęsłego szlifu i największa wada, jedzenie właziło w zagłębienia po kuciu. Na świeżo mając dostęp do szczoteczki i bieżącej wody bezproblemowo można wyczyścić ale jeśli z tym się poczeka praca jest znacznie trudniejsza.




 
Reasumując nie było takiego zadania w kuchni, podczas którego nóż by się nie sprawdził. Pomimo swoich rozmiarów i grubości krawędzi tnącej radził sobie z jedzeniem a ostrość noża przy przygotowywaniu posiłków nie malała w znacznym stopniu.



Jakie są oba chińskie noże? Nie są idealne, mają swoje wady. Mają też sporo zalet i każdy kto w miarę uważnie przeczytał powyższy opis na pewno potrafi  sam wyciągnąć wnioski. Patrząc z punktu zwykłego człowieka ich zakup ma sens. Nie powinny być drogie, są ładniejsze od Mory ;) sporo wytrzymają i nie żal ich używać. Czego chcieć więcej :) Co innego dla bardziej wymagającego forumowicza,  zboczonego „ostrością” i o wysublimowanym nożowym smaku. Ten może czuć pewien niedosyt.
Podsumowując nie wszystko złoto co się świeci i nie wszystko co „żółte” to badziew kompletny ;)


Zapraszam do dyskusji i jednocześnie przepraszam za obsuwę terminu :)

http://forum.knives.pl/index.php/topic,153593.0.html

« Ostatnia zmiana: 06-04-2016, 15:33:08 wysłana przez Ypoznan »