Autor Wątek: Fiskars tasaki karczowniki  (Przeczytany 1076 razy)

KarKar i 1 Gość przegląda ten wątek.

Offline Ajron

  • Suma wszystkich błędów
  • Opinii: (103)
  • Mieszkaniec knives.pl
  • *****
  • Wiadomości: 3138
  • Płeć: Mężczyzna
  • Wszyscy jesteśmy piratami
Fiskars tasaki karczowniki
« dnia: 07-08-2018, 18:00:20 »
Co prawda tasaki leśne Fiskarsa przewijały się kilka razy przez forum i Krakowskie stadiony ale chyba nie doczekały się osobnego tematu. Troszkę dla żartu troszkę dla kaprysu kupiłem XA23, to niemal metrowe ustrojstwo (różniące się od mniejszego brata chyba tylko długim trzonkiem) wybrałem bo nie lubię się schylać do byle krzaczka. Całość tak nie wygląda to całość okazała się zadziwiająco lekka i składna, na upartego da się jedną ręką. Ostrze no takie sobie dziwadło nieco, nie za grube nie za cienkie. Bardziej dla śmiechu niż na poważnie.

Ale kiedy na próbę jednorącz rąbnąłem gładko jednym ruchem gałąź grubości przedramienia i to wcale nie zaraz przy pniu to spojrzeniem jakby inaczej i z większym uznaniem.

Jeszcze nie miałem okazji porobić, ale mam nadzieję, że w weekend troszkę więcej po testuję.
"Złomiarz umysłów"

Offline leśny_

  • Opinii: (58)
  • Użytkownik knives.pl
  • ****
  • Wiadomości: 576
  • Płeć: Mężczyzna
Odp: Fiskars tasaki karczowniki
« Odpowiedź #1 dnia: 12-08-2018, 10:01:18 »
Miłośnik i kolekcjoner scyzoryków marki Gerlach

Offline pebeo

  • Opinii: (0)
  • Świeża krew
  • *
  • Wiadomości: 2
  • Płeć: Mężczyzna
Odp: Fiskars tasaki karczowniki
« Odpowiedź #2 dnia: 17-02-2019, 18:08:36 »
Odświeżę temat. W podlinkowanym wątku Leśny napisał: "(...) pracując w lesie mam za sobą dosłownie dziesiątki godzin pracy tym narzędziem. Sprawuje się zarówno przy okrzesywaniu, wycinaniu drobnicy jak i grubszych drzewek. Raz, nie mając pod ręką pilarki i siekiery musiałem ściąć sosnę, o średnicy przy pniu ok. 20 cm. 10-15 minut machania, i się udało. (...) Niska waga, wygodna, długa rękojeść, dosyć długie trzymanie ostrości." Mam analogiczne zdanie po dłuższym okresie używania. Karczownik ten zakupiłem w 2003 r. do wycinania krzaków podczas częstego chodzenia po fortyfikacjach. Jest niezwykle użyteczny przy usuwaniu wszelkich gęstych i kłujących krzaków, przy obcinaniu gałęzi, podcinaniu korzeni drzew pod powierzchnią ziemi. Gdy jest dobrze naostrzony, w ciągu niespełna kwadransa wyrąbuję drzewo o średnicy 15-20- cm.  Ostrzy się łatwo, tępi trudno. "Sierp" na końcu ułatwia przeciąganie i przenoszenie polan. Kilka lat temu Fiskars X3 posłużył mi także jako narzędzie do obrony własnej (przeciwnik zwiał na sam widok).   

Leśny napisał też: "Co mnie denerwuje? Pochwa, pokrowiec czy jak to nazwać. (...)". To nie tyle pochwa, co plastikowy, dość tandetnie wykonany i bardzo nieporęczny uchwyt, który od razu wymieniłem na pochwę, wykonaną na moje zlecenie przez rymarza. Pochwa została uszyta z grubej, barwionej na czarno skóry. Na stronie przeciwległej do ostrza ma listwę z rzepem. Rękojeść jest mocowana na pasek z zatrzaskiem. Rymarz dodał od siebie (niepotrzebnie) szlufkę na pasek, chociaż - w mojej ocenie - karczownik jest dość nieporęczny do noszenia w ten sposób.
 
Co ciekawe, Fiskars X3 ma płytkie osadzenie ostrza w pustej rękojeści o kształcie rurki, co w przypadku noży jest powszechnie uważane za kiepskie rozwiązanie konstrukcyjne. Mimo to, ani razu nie miałem wrażenia, że karczownik ulega poluzowaniu czy uszkodzeniu. Podczas wyjazdów w teren używam trzech narzędzi do cięcia: multitoola Victorinox (model z 1999 r.), lekkiego noża turystycznego (aktualnie poprzednika Fiskarsa K40) oraz właśnie karczownika X3. Ten ostatni właściwie może pełnić większość funkcji noży typu Hultafors OK4.

 

 

   
« Ostatnia zmiana: 17-02-2019, 18:12:49 wysłana przez pebeo »

Offline Marcinos

  • Opinii: (4)
  • Użytkownik knives.pl
  • **
  • Wiadomości: 110
  • Płeć: Mężczyzna
Odp: Fiskars tasaki karczowniki
« Odpowiedź #3 dnia: 17-02-2019, 21:40:32 »
Mam i używam od lat.
Bardzo fajne narzędzie, nie tylko do wycinania krzaków, trzciny itp. Ja swojego używam jeszcze w innym celu. Przy łupaniu drewna.

Metoda amerykańska/kanadyjska, czyli łupanie klocków drewna w dużej oponie, mi osobiście nie leży, bo siekiera się bardziej tępi i podłoże za miękkie.

No więc trzeba podnieść każdy klocek i postawić na pieńku, a od tego schylania się, po godzinie, zaczyna mnie cholernie boleć kręgosłup.
Wtedy człowiek zaczyna rozglądać się za jakimś Predatorem - żeby wyrwał, to nie będzie bolało.
No i właśnie tu przydaje się karczownik Fiskarsa.
Wbijam go niezbyt mocno w klocek drewna, ale tak, żeby hak na końcu klingi stanowił podparcie - nie muszę się męczyć i bez potrzeby wyginania się, mogę przenieść wybrany kawałek drewna i postawić tam gdzie trzeba - działa to podobnie jak typowy hak do drewna, używany przez drwali.
Kształt głowni tego narzędzia nie jest przypadkowy i naprawdę bardzo się sprawdza.
Mam wrażenie, że o wiele lepiej niż typowe maczety typu "bolo", "latin" i inne z głownią wygięta do góry. Bo takie głownie dobrze sobie radzą w karczowaniu dużych roślin o nie zdrewniałych łodygach.
Do kukri karczownika nie porównuję, bo kukri zrobi podobną robotę, ale jest ciężkie i zazwyczaj krótsze.
« Ostatnia zmiana: 17-02-2019, 21:47:21 wysłana przez Marcinos »

Offline pebeo

  • Opinii: (0)
  • Świeża krew
  • *
  • Wiadomości: 2
  • Płeć: Mężczyzna
Odp: Fiskars tasaki karczowniki
« Odpowiedź #4 dnia: Dzisiaj o 01:20:46 »
No właśnie. Mamy analogicznie doświadczenia z pracy tym narzędziem. Zanim nabyłem Fiskarsa X3, używałem dwóch egzemplarzy polskiej maczety "Made in Ghana" (omawianej już na forum). Pierwszy egzemplarz był całkiem niezłej jakości, ale część sierpowata była już tak zjechana, że potrafiła zaklinować się w nasadzie gałęzi i trwale odkształcić podczas prób wyjmowania. Niedługo się nią cieszyłem. Naiwnie zostawiłem maczetę u kowala do skopiowania, a ten po prostu ją ukradł.

Drugi egzemplarz kupiłem w połowie lat 90. w jednym ze stołecznych sklepów z artykułami elektrycznymi (ach ten rozkwitający kapitalizm..). Miejsce produkcji: podwarszawski Pruszków, punca na płazie: smok ziejący ogniem i ww. napis. Maczeta była o wiele gorszej jakości niż poprzedniczka. Cięższa, zrobiona topornie. Ostrze miało ~5 mm grubości, klin tnący - 5-6 mm wysokości. Ostrze było w kolorze srebrnym (farba lub pokrycie  galwaniczne). Oryginalne nity,  mocujące drewniane okładki rękojeści, ciągle luzowały się, więc wymieniłem je na śruby z nakrętkami. Maczeta szybko się tępiła. Po kilku godzinach pracy ręka odpadała ze zmęczenia. Mimo to, zamówiłem skórzaną pochwę. Ten sam wzór, co do Fiskarsa, ale z troczeniem typu molle.

Długość (c.a. 60 cm) i sposób troczenia do plecaka przyciągały niebieskie ludziki, jak psy do zasmrodzonej kiełbasy. Po zakupie Fiskarsa X3 opyliłem ten złom na aledrogo. W międzyczasie dostałem w prezencie trzeci egzemplarz (o jakości pierwszego). Został przywieziony bezpośrednio z Afryki, choć akurat nie z Ghany. Wrzuciłem go na pawlacz, gdzie spoczywa do dziś.

Doświadczenia z tym wzorem maczety przekonały mnie do rozsądnego wybierania narzędzi tnących. Nie rzucam się już na sprzęty o kozackim czy super militarnym wyglądzie. Nie liczy się wielkość, tylko jakość. Zresztą nie tylko w przypadku noży i nożopodobnych. ;)         
   
 
   
                 
« Ostatnia zmiana: Dzisiaj o 01:26:22 wysłana przez pebeo »